Tomasz Balcerek - Zawodnik brązowych medalistów Mistrzostw Polski Juniorów 2005 i Akademicki Mistrz Polski 2007. Od 2005 roku reprezentuje barwy AZS Radex Szczecin na pozycji obrońcy.
W lipcu będzie bronił swojej pracy licencjackiej na temat ubezpieczeń grupowych na Uniwersytecie Szczecińskim na wydziale Europeistyka. O sobie i o tym dlaczego nie udało się ponownie awansować w rozgrywkach do I ligi przeczytacie poniżej.
Lily: Kiedy rozpoczęła się Twoja przygoda z koszykówką?
Tomasz Balcerek: Przygoda z koszykówką zaczęła się w 4 klasie podstawówki. Były sks'y, pierwsze mecze, pierwsze zwycięstwa i trener Hotek. Moja mama wiele sportów uprawiała i można powiedzieć, że to taka usportowiona dziewczyna. Zresztą moi bracia grali w koszykówkę. Przyglądałem się im na parkiecie, tej całej atmosferze wkoło, fankom i zapragnąłem tego samego. Niestety moi bracia ze względów na kontuzje i może słabą i mało profesjonalną rehabilitację musieli zakończyć karierę sportową.
Lily: Co Ci dała koszykówka?
T.B.: Satysfakcję i radość z wygranych meczów. Chciałem też powiedzieć zdrowie (śmiech), ale może lepiej będzie jak powiem kondycje. Miałem aktywnie zorganizowany czas wolny, który myślę że dobrze wykorzystałem.
Lily: Czego nie lubisz w koszykówce?
T.B.: Rzutów wolnych oczywiście. Nigdy nie przywiązywałem uwagi do rzutów choć może to zabrzmieć dość śmiesznie bo o to głównie chodzi w koszykówce. Jestem jednak zawodnikiem do innych zadań. Lubię walczyć o piłkę i bronić.
Lily: Gdyby nie koszykówka czym zajmowałbyś się w życiu?
T.B.: Nie mam pojęcia. Moi rodzice nastawieni byli na sport więc pewnie w tym obszarze bym się poruszał. Może siatkówka...?
Lily: Czujesz, że dojrzewasz jako gracz?
T.B.: Na pewno mogę powiedzieć, że finały dały mi bardzo dużo. Choć przegraliśmy w tym roku i w zeszłym niewątpliwie jest to bardzo cenne doświadczenie, które pewnie kiedyś się przyda.
Lily: Gdzie chciałbyś grać za 5-10 lat?
T.B.: W ekstraklasie. Może Szczecin może inne miasto. Chciałbym jednak żeby przede wszystkim Szczecin się rozwijał i żebym tutaj mógł grać.
Lily: Masz mecz w swojej karierze, który chciałeś jak najszybciej zapomnieć?
T.B.: Myślę że nie... Choć może mecze ze Spójnią? Żałuje, że nie wygraliśmy i nie weszliśmy do I ligi. Byłem jednak zadowolony ze swojej gry. Jak na kogoś kto leczył kontuzje przez ostatnich 8 miesięcy nie było źle. Oczywiście trudno jest się pogodzić z faktem, że nie trafiłem już w końcówce meczu dwóch rzutów osobistych. Zdobylibyśmy psychologiczną przewagę nad przeciwnikiem tym bardziej, że przez prawie cały mecz mieli dość znaczącą przewagę nad nami. Trudno jest też jednak mówić, że tylko te dwa rzuty zadecydowały o wygranej czy przegranej.
Lily: Jesteś rozczarowany nie awansowaniem do I ligi?
T.B.: Oczywiście. Jest szansa na I ligę bocznymi drzwiami, ale oczywiście najlepiej byłoby uzyskać to w drodze walki...
Lily: Czy staranie się o wejście do I ligi jak sam powiedziałeś „bocznymi drzwiami” nie jest dla Was czymś umniejszającym Wasze faktyczne możliwości i ambicje? Czasem można poczytać komentarze od kibiców Spójni Stargrad, że awans zdobywa się na parkiecie...
T.B.: Kibice Spójni piszą sobie co piszą. Jestem ciekaw jakie kroki oni by podjęli gdyby przegrali? To działa w dwie strony. Awans wywalczyła jedna drużyna, ale uważam że zasługujemy na grę w I lidze. Oczywiście, że jeśli mamy tam wejść i jeszcze szybciej spaść to nie ma to najmniejszego sensu. Choć nie przewiduję takiego rozwoju sytuacji. Gra w I lidze to dla nas ogromna szansa pod każdym względem. Między I a II ligą jest ogromna przepaść. Potrzebujemy nowych wyzwań, rozwoju, pokazania sie na innych parkietach i budowania jakiejś ścieżki kariery. Proszę pamiętać, że I liga to zaplecze ekstraklasy.
Lily: Czy uważasz, że m.in. zmiana trenera o czym można przeczytać na forum AZS Radex jest tym czego rzeczywiście zabrakło=brakuje Wam do większych sukcesów?
T.B.: Na forum można przeczytać dużo rzeczy. Najlepiej wyjść z założenia, że trzeba wszystkich wyrzucić i zacząć od nowa. Nie można tak podchodzić do tego. Natomiast jakiś asystent z nowymi pomysłami i z doświadczeniem jak np. Andrzej Karaś czy Tomek Mrożek lub ktoś z zewnątrz na pewno nam by sie przydał.
Lily: W ilu procentach za porażkę czy sukces drużyny odpowiedzialny jest trener a ile zawodnicy?
T.B.: Ciężkie pytanie i nie wiem czy można to w jakikolwiek sposób policzyć. Każdy ma swój wkład zwycięstwo czy w porażkę. Koszykówka to sport drużynowy. Każdy odpowiada za co innego, ale dopiero razem odnosimy sukcesy czy ponosimy porażki. Na boisku są zawodnicy i ich umiejętności. Na ławce trener, który może motywować, podpowiadać i analizować grę przeciwników.
Lily: Rozstawienie, taktyka, polecenia wydane przez trenera; one nie mają wpływu?
T.B.: Złe rozstawienie, taktyka...To nie tak. Zawodnik ma pewne założenia i cele wychodząc na parkiet. Ma wiedzę na temat zespołu i poszczególnych zawodników. Jednak na parkiecie nie możemy wykonywać jedynie sztywnych poleceń trenera. Co to zresztą byłby za zawodnik, który czeka jedynie na wskazówki trenera? Trzeba być bystrym i reagować odpowiednio w czasie meczu na zmieniającą się sytuację.
Lily: Czego zabrakło żeby awansować? Przecież miało być tak pięknie o czym miał świadczyć pierwszy mecz.
T.B.: Nie powiem, że byli lepsi. Rzucili więcej punktów. Ich 2-3 zawodników się rozrzucało. Mieli jak to się mówi szerokie obręcze i jak się to zakończyło wszyscy wiemy. My mogliśmy jedynie nawiązać walkę w tych dwóch ostatnich meczach. Może zabrakło tego jednego zawodnika, który pociągnąłby zespół do zwycięstwa.
Lily: Więc presja spotkania mogła spowodować, że nikt nie chciał wziąć na siebie odpowiedzialności za grę?
T.B.: Bać się to mogłem ja bo jestem młodym zawodnikiem i można powiedzieć że mało doświadczonym. W AZS Radex mamy doświadczonych zawodników i nie sądzę żeby w tym był problem. Maciej Majcherek, Łukasz Biela, Tomek Mrożek, Andrzej Karaś to zawodnicy, którzy są na to zaprogramowani. Po prostu nastąpiło kilka strat, kilka rzutów nie wpadło... O porażce czy zwycięstwie często decydują niuanse.
Lily: Niedawno czytałam wywiad z Marcinem Gortatem, który mówił że trener Orlando Magic przed meczami finałowymi odtwarzał zawodnikom filmiki motywujące do walki i nie poddawania się. Zdaję sobie sprawę, że Polska Liga Koszykówki to nie NBA, ale powiedz mi czy może i wy coś takiego mieliście?
T.B.: Raczej analizowaliśmy grę Spójni Stargard pod względem technicznym i taktycznym. Może i takie praktyki jak w Orlando Magic czy w NBA się sprawdzają, ale NBA i PLK dzieli przepaść na razie nie do pokonania.
Lily: Żyjecie planami pobudowania nowej hali sportowej w Szczecinie?
T.B.: To byłoby naprawdę piękne. Potrzebujemy takiej hali. Można czasem przeczytać czy usłyszeć złośliwe komentarze, że „...z taką halą do pierwszej ligi chcemy iść”. Grając i trenując w nowych i lepszych warunkach wzrasta prestiż takiej drużyny, miasta i podnoszą sie morale zawodników. Z drugiej strony nie możemy znów tak krytykować tego co mamy.
Lily: Czego życzyć Tobie?
T.B.: Powrotu do pełnej formy, zdrowia i I ligi ;)