W drafcie drużyna Chicago Bulls pozyskała dwóch skrzydłowych. Czy taka sytuacja oznacza koniec przygody z Bykami dla Tyrusa Thomasa?
Przypomnijmy, że w dracie, który odbył się w nocy z czwartku na piątek Chicago wybrało skrzydłowego Wake Forest Jamesa Johnsona oraz Taja Gibsona z USC, który występuje na tej samej pozycji.
Bulls w drafcie 2006 dysponowali pickiem numer dwa. Wybrali z nim LaMarcusa Aldridge, którego wymienili właśnie na Thomasa oraz Viktora Khryapa. Do dzisiaj owy błąd wypominany jest generalnemu menedżerowi drużyny z Chicago, Garowi Formanowi.
Aldridge przez trzy lata gry notuje średnio 15.4 punktu, 6.8 zbiórki oraz 1.1 bloku. Thomas natomiast w czasie swojej trzyletniej kariery notuje średnio zaledwie 7.7 punktu, 5.0 zbiórek oraz 1.3 bloku na mecz. Khryapa zakończył swojąprzygodę w NBA i przeniósł się do ligi rosyjskiej.
- Być może popełniliśmy drobne pomyłki. Ocena wyborów w drafcie zajmuje trzy, cztery lata. To dopiero po takim okersie można oceniać zawodników. Tyrus wywarł na mnie duże wrażenie w ubiegłym sezonie. To jak przykłada się do treningów, powinno być przykładem dla wszystkich raczkujących w NBA zawodników - powiedział Forman.
Jedno jest pewne. Jeżeli Thomas pozostanie w Chicago, to będzie za każdym razem toczył ciężki bój o minuty na parkecie. Szczególnie za sprawą pozyskania Gibsona, który przez wielu uznawany jest za bardzo duży talent i to on w głównej mierze będzie kradł minuty Thomasowi.