
Koszykarze Boston Celtics przystępowali do spotkania z Trail Blazers z trzema porażkami z rzędu na swoim koncie. Na szczęście dla podopieczniych Doca Riversa to już przeszłość. Kevin Garnett powrócił i po niezwykle emocjonującym meczu Celci pokonali po dogrywce Portland Trail Blazers 98:95.
W pierwszej kwarcie oba zespoły grały dosyć nierówno. Zadna z drużyn nie mogła uporządkować swojej gry i zarówno Blazers, jak i Celtics grali "falami".
Pierwsze dwanaście minut było również niezwykle dobitnym przykładem, jak ważnym elementem w układance Doca Riversa jest powracający po kontuzji Garnett. Silny skrzydłowy C's zdobył w samej pierwszej kwarcie aż dziewięć punktów i to głównie dzięki niemu Boston wygrywał przed drugą "ćwiartką" pięcioma oczkami.
Jak się okazało niezwkle efektywna gra w ataku pozwoliła gospodarzom na jeszcze większe powiększenie przewagi. Swoje zaczął trafiać Rasheed Wallace, kilka punktów dorzucił Ray Allen i Celtics prowadzili już 48:37.
Był to niezwykle ważny moment tego spotkania. Blazers bowiem mozolnie odrabiali straty i na następne prowadzenie wyszli dopiero na osiem minut przed końcem regulaminowego czasu gry. Ogromna w tym zasługa Andre Millera i LaMarcusa Aldridge'a, którzy rozgrywali wprost kapitalne spotkanie. To po punktach tego pierwszego było 77:76 i kibice TD Garden już nie mogli się wprost doczekać emocjonującej końcówki.
Martell Webster wyrównał stan meczu na 30 sekund przed końcem i to on doprowadził do dogrywki.
W niej mini popis dał Ray Allen. Rozgrywający wręcz koszmarne zawodny obrońca C's (3/14 z gry w całym meczu) trafił dwa najwazniejsze rzuty spotkania. Najpierw celną trójką wyprowadził swój zespół na prowadzenie, a później efektownym wsadem dokończył dzieła zniszczenia. Goście nie byli w stanie już odpowiedzieć. Rudy Fernendez nie trafił dwóch rzutów za trzy punkty i przerwana passa Celtów stała się faktem.
a o ile sie nie myle to w dogrywce Allen podawal ale Ray a zapakowal Tony Allen ;)
bo teraz to jest 3+1
Rondo tez jest wielki