Mecze, kiedy do Madison Square Garden przyjeżdża LA Lakers zawsze stanowią duże wydarzenie. Nie inaczej było tym razem. Przy pełnej hali, goście zwyciężyli 115:105, jednak wygrana nad niżej notowanymi rywalami nie przyszła Jeziorowcom łatwo. Dzięki zwycięstwie Lakers udało się zrehabilitować po części za wczorajszą porażkę w Cleveland.
Spotkanie było rozgrywane w bardzo szybkim tempie, obrona w tym meczu praktycznie nie istniała. Taka gra pasowała Knicks, którzy grali bardzo uważnie, nie tracili piłek, a większość punktów była zdobywana z czystych pozycji. To co się rzucało w oczy, to fakt, że nastawieni zwykle na rzuty za trzy Knicks zdominowali pole trzech sekund, podczas gdy Lakers świetnie rzucali właśnie zza łuku
Od pierwszych minut spotkanie było bardzo wyrównane, prowadzenie zmieniało się właściwie co akcję. Udaną końcówkę kwarty zaliczyli Lakers, którzy dzięki rzutowi za trzy Jordana Farmara na koniec tej odsłony prowadzili 36:30.
Przewagę tą Knicks szybko zniwelowali, głównie dzięki świetnie grającym Wilsonowi Chandlerowi i Davidowi Lee. Dobrą zmianę dał także w drugiej kwarcie, rzadko grający rookie, Jordan Hill, który wzmocnił drużynę swoją energetyczną grą. Co ciekawe, Knicks zakończyli pierwszą połowę bez żadnej straty. W drużynie Lakers zawodził Kobe Bryant, który w pierwszej połowie trafił ledwie 2 z 8 rzutów. Wynik do przerwy był remisowy, 63:63.
Po pierwszej połowie sporą stratę ponieśli Knicks, bowiem okazało się, że z powodu kłopotów z barkiem meczu nie dokończy Nate Robinson. To jednak nie załamało gospodarzy, którzy w dalszym ciągu jak równy z równym grali przeciwko aktualnym mistrzom NBA. Po przerwie w Lakers odnalazł się Bryant, jednak gracze z Los Angeles ciągle mieli spore problemy w obronie przeciwko Chandlerowi, Lee i Danilo Gallinariemu. Po trzeciej kwarcie prowadzili Knicks 85:84.
Dzielnie grający Nowojorczycy skapitulowali, dopiero w czwartej kwarcie. Lakers w końcu wzmocnili swoją obronę, a punkty Bryanta i Pau Gasola sprawiły, że przewaga na 4 minuty do końca po raz pierwszy sięgnęłą 10 pkt. Wygraną Lakers przypięczętowały dobrze wykonywane rzuty wolne w końcówce meczu.
Najskutecznieszy wśród zwycięzców był Kobe Bryant z 27 pkt, jednak lider Lakers po raz kolejny miał problemy ze skutecznością trafiając ledwie 8/24 z gry. Gasol, którego fatalna postawa w końcówce meczu z Cavs była jedną z przyczyn porażki, tym razem właśnie w czwartej kwarcie trafił sporo ważnych rzutów, ogólnie zdobywając 20 pkt, 8 zb i 4 bl. Andrew Bynum zdobył 19 pkt. Dobrze tym razem spisali się rezerwowi Lakers, zwłaszcza Lamar Odom i Shannon Brown.
Po stronie Knicks Lee zdobył 31 pkt i 17 zb, Chandler 28 pkt,a Gallinari 20 pkt. Zarówno dla Lee jak i Chandlera wyniki punktowe z tego meczu stanowią rekord sezonu.
Jedno jest pewne, Lakers będą musieli zagrać o niebo lepiej, jeśli chcą wygrać kolejny wyjazd tym razem do wzmocnionego powrotem Kevina Garnetta Bostonu.