2010-01-24 19:39,
Dawid Rudolf,
Informacja własna fot. Paweł Łakomski

Przez większą część Pojedynku Gigantów, który odbył się we wrocławskiej Hali Stulecia kibice mogli być zawiedzieni poziomem widowiska, jednak zawodnicy obu drużyn odpłacili im się za to niezwykle emocjonującą końcówką. Zagraniczne gwiazdy Polskiej Ligi Koszykówki przegrywały już 16. punktami, jednak mimo wszystko zdołali odrobić straty i doprowadzić do dogrywki. W niej niezwykle radosną koszykówką dopięli swego i ostatecznie pokonali reprezentację Polski 99:95.
Już od pierwszych sekund spotkania prawdziwy, sportowy pikning nie istniał tylko i wyłącznie na trybunach, ale również i na parkiecie. Zawodnicy obu drużyn co rusz popisywali się efektownymi zagraniami, szczególnie w ofensywie. Bardzo dobrze w takiej grze czuł się David Logan.
To on w drugiej minucie wyrównał stan meczu na 5:5, a chwilę później niezwykle efektownym wejściem pod kosz zakończonym wsadem wyprowadził reprezentację Polski na prowadzenie. Na wyróżnienie zasłużył również zawodnik Turowa Zgorzelec, Michał Chyliński, który podobnie jak Logan grał niezwykle efektywnie.
Mimo bardzo dobrej postawy dwóch czołowych reprezentantów Polski, podopieczni Radosława Czerniaka nie prowadzili zbyt wysoko. Spora w tym zasługa przyjaciela LeBrona Jamesa, a na codzień gracza Anwilu Włocławek, Dru Joyce'a. To on w pierwszych dziesięciu minutach aż czterokrotnie trafił zza linii 6,25 metrów.
Z biegiem czasu swój rytm zaczęli również odnajdywać inni zawodnicy z drużyny Tomasa Pacesasa. Wskutek takiego stanu rzeczy gracze zagraniczni po długiej przerwie ponownie wyszli na prowadzenie. Jak się jednak później okazało, był to tylko chwilowy zastój Polaków, którzy po kilku akcjach znowu wygrywali. Nie inaczej było do końca pierwszej połowy. Po 20 minutach na tablicy świetlnej widniał rezultat 54:49.
Z początkiem trzeciej kwarty na parkiet Hali Stulecia wkradło się nieco chaosu. Zawodnicy obu drużyn mimo pasywnej obrony nie trafiali zbyt często do kosza, skuteczność z gry zmalała, o wiele niższy był również wynik w trzeciej kwarcie. Wraz z takimi czynnikami zmalał również poziom widowiska. Momentami trudno było przypuszczać, że we Wrocławiu grają najlepsi zawodnicy polskiej ligi. Co ciekawe, zagraniczne gwiazdy PLK zdołały zdobyć w owej "ćwiartce" zaledwie osiem punktów. Taka postawa nie mogła odbić się na wynik. Przed decydującą kwartą meczu reprezentacja Polski prowadziła 73:56 i trudno było się spodziewać, aby rezultat spotkania znacząco zmienił się w dalszej części spotkania.
W koszykówce wszystko jest jednak możliwe i po punktach Eddiego Millera przewaga naszych rodaków zmalała do dziewięciu punktów. Amerykańskim graczom - z małym wyjątkiem - wyraźnie zaczęło coraz bardziej zależeć na wyniku. Trafiali kolejne Wright i Mays i na niecałe półtorej minuty przed końcem podopieczni Radosława Czerniaka prowadzili już tylko 81:79. Na 14. sekund przed końcem swoje najważniejsze punkty w meczu zdobył Michael Wright i dwoma celnymi osobistymi wyrównał on stan meczu na 81:81. Nasi reprezentanci mieli jedną, jedyną akcją, aby przesądzić o losach całego spotkania. Zawodnicy prowadzeni przez Tomasa Pacesasa wykorzystali fakt, iż rzadko faulowali w czwartej kwarcie i grając efektywnie w obronie doprowadzili do dogrywki.
Taka sytuacja wyraźnie podcięła skrzydła reprezentantom Polski, którzy nie mogli dotrzymać kroku swoim rywalom w doliczonym czasie gry. Najpierw Weeden, a później Miller trafili za trzy punkty i przewaga Woodsa i spółki wzrosła do sześciu oczek. Run&gun w wykonaniu rywali naszych rodaków był nie do zatrzymania dla Polaków. Krzysztof Szubarga swoimi punktami nie mógł pobudzić swoich partnerów do ostatniej porcji wysiłku i zawodnicy zza granicy dociągnęli korzystny rezultat do końca meczu. Ostateczny wynik spotkania brzmi 95:99.
Komentarze do artykułu