2010-01-25 09:39,
Dawid Rudolf,
Inf. własna, AP, foto: Ron Turenne/NBAE via Getty Images

Kobe Bryant przez prawie całe spotkanie rozgrywał niemalże perfekcyjny mecz. Lider Lakers nie tylko był czołowym strzelcem swojej drużyny, ale także jej najlepiej podającym oraz zbierającym zawodnikiem. Jednak gdy na nieco ponad minutę przed końcem Raptors przegrywali zaledwie jednym punktem Kobe nie trafił jednego ważnego rzutu, potem następnego i następnego. Trzy nietrafione rzuty w ostatniej minucie przez faworyta do nagrody MVP zaskutkowały porażką Lakers 105:106. Punkty na wagę zwycięstwa zdobył z linii rzutów wolnych Hedo Turkoglu.
Na 1.2 sekundy przed końcem Turkoglu wbiegł pod kosz i wymusił faul na Pau Gasolu. Turek celnie wykonał dwa rzuty osobiste i wygrana Raptors stała się faktem.
- Byłem zaskoczony. Szczerze to nie myślałem, że będę wykonywał osobiste. W takim jednak wypadku starałem się wykonać najlepszy rzut jaki tylko mogłem - przyznał po meczu Turkoglu.
Zaskoczony był również Gasol, który nie ukrywa, że decyzja sędziów była kontrowersyjna.
- To była dyskusyjna decyzja sędziów. Nie sądzę, abym tak go popchnął. Dotykałem jego pleców lekko ręką, jednak nie zamierzałem go popchnąć i tego nie zrobiłem. To był najważniejszy moment meczu - oznajmił Gasol.
Całe spotkanie od samego początku układało się minimalnie na korzyść Jeziorowców. Podopieczni Phila Jacksona szybko uzyskali drobną przewagę, którą utrzymywali do początku drugiej kwarty. Od tego momentu oba zespoły grały "falami".
Raz Lakersi uzyskiwali nieznaczą przewagę. Chwilę później gospodarze ją niwelowali. W żadnym wypadku Boshowi i spółce nie udawało się jednak wyjść na prowadzenie. Lakersi jak tylko poczuli oddech rywali na plecach wrzucali wyższy bieg i ponownie nieznacznie "odjeżdżali" rywalom. Do czasu.
W piątej minucie ostatniej kwarty, po celnym rzucie za trzy Bargnaniego, Toronto wyszło na pierwsze prowadzenie w meczu. Od tego momentu zaczęła się prawdziwa wojna nerwów. Punktowała to raz jedna, raz druga strona. Na niecałe dwie minuty przed końcem Kobe Bryant wyprowadził Lakers na prowadzenie 105:101. Co prawda chwilę później wspomniany wcześniej Bargnani popisał się akcją 2+1 to jednak owy rzut Kobego był - co najważniejsze - ostatnim trafionym rzutem przez gości.
Taka sytuacja musiała się zemścić. Stało się to na 1.2 sekundy przed końcem, gdy w znany już sposób Turkoglu zapewnił zwycięstwo swojej drużynie. Co prawda Phil Jackson wziął jeszcze 20. sekundową przerwę na żądanie, dzięki czemu mógł rozrysować ostatnią akcję, którą Jeziorowcy zaczynali z połowy boiska. Piłka trafiła oczywiście do Bryanta, którego rzut nie znalazł jednak drogi do kosza. Ostatecznie Raptors na własnym parkiecie pokonali Jeziorowców 106:105.
Najwyższe zwycięstwo w historii Dallas Mavericks
Smith może zostać zawieszony
Komentarze do artykułu
OK. Teraz szykujemy się na mecz nocy czyli Miami Heat vs. Cleveland Cavaliers wiem że "Żary" faworytami nie są ale szansa jest i ja w nich wierzę ! Liczę na super mecz Wade'a i win Heat !!! meczu chyba nie obejrze bo niemam c+sport. A w necie słaba jakość... Wy co sądzicie o tym mecczu :) ?
ZAPRASZAM NA SUPER FORUM MAGAZYNU O NBA - MVP
www.mvp-magazyn.pl/forum
haha xD
akurat tam jeszcze jak Varejao byl faulowany to rozumiem ze jeszcze jakos mozna zagwizdac no nie wiem w kleszcze takie jakby go wzieli i scisneli ...chociaz to tez nie faul ,zwykla walka pod koszem
ale jeszcze jako tako da sie zrozumiec xD a tu Hedo biegl i sie sam przewrocil haha beka
WRESZCIE :)
widzisz graja w Cavs a Ty wierzysz i chcesz wierzyc ze wygraja
o to chodzi
a nie jak LAC czy Bobcats
Kto jest za Heat???