
Rynek transferowy w NBA rozgrzała informacja o możliwości przeprowadzenia wymiany z udziałem Amare Stoudemirea. Gracz ten wybrany został do pierwszej piątki tegorocznego All-Star Game i jest jednym z najlepszych zawodników na swojej pozycji. Kolejka zespołów zainteresowanych jego pozyskaniem jest więc spora. Warto jednak zastanowić się, ile konkretne drużyny mogłyby na takiej wymianie zyskać oraz jak wiele musiałby dla niej poświęcić.
Cleveland Cavaliers
Amare Stoudemire i LeBron James w jednej drużynie. Na pierwszy rzut oka wygląda to wspaniale i stworzenie takiego duetu musiałoby gwarantować zdobycie mistrzostwa. Jednak nic bardziej mylnego. Amare Stoudemire jest zawodnikiem grającym do kosza, jego największym atutem są siłowe penetracje kończone efektownymi wsadami. W Cleveland dokładnie w taki sposób gra... LeBron James. „Król” również znakomicie potrafi wykorzystać swoje warunki fizyczne i choć z roku na rok jego rzut dystansowy wygląda coraz lepiej to w dalszym ciągu najgroźniejszą bronią są penetracje. A przecież pod koszem Cavsów znajduje się jeszcze Shaq. Robi się więc ciasno. Grający obecnie na czwórce Anderson Varejao swoje punkty również zdobywa spod kosza, a mimo wszystko jego współpraca z Shaqiem i LeBronem wygląda bardzo dobrze. Pamiętać należy jednak, że Varejao zadań ofensywnych ma niezwykle mało. W ataku ma skupić się na walce o zbiórkę po niecelnym rzucie i ewentualną dobitkę. Stoudemire z pewnością na taki układ by się nie zgodził. On bardzo lubi mieć piłkę i bardzo lubi oddawać rzuty. Nie lubi za to bronić. Cavs mają obecnie drużynę z wyraźnym liderem i każdy zawodnik wie jakie zadania do niego należą. Przyjście takiej gwiazdy jak Stoudemire zachwiałoby równowagę, którą trener Brown z takim mozołem budował. Dodatkowo pamiętać należy, że współpraca Amare i Shaqa z czasów gdy grali razem w Phoenix nie wyglądała najlepiej, a sam Stoudemire wielokrotnie narzekał wtedy na swoją pozycję w drużynie. Kolejnym argumentem przeciwko wymianie jest cena, jaką Cavs musieliby za nią zapłacić. W zamian za Studemirea do Phoenix poszliby pewnie Darnell Jackson, Leon Powe i Zydrunas Ilgauskas. O ile dwóch pierwszych nie wnosi do gry Cavs zbyt wiele o tyle ten ostatni przydaje się i to bardzo. „Big Z” to olbrzymi center ze znakomicie ułożonym rzutem dystansowym. Dzięki temu wyciąga on swojego obrońcę i tworzy miejsce pod koszem do penetracji dla LeBrona. Ostatnio Ilgauskas jest wyjątkowo skuteczny, świetnie radzi sobie także w rzutach 3 punktowych. Dodatkowo „Big Z” jest ulubieńcem publiczności, zawodnikiem, który rozegrał w barwach Cavs największą ilość spotkań w historii i podobno już na początku tego sezonu dostał zapewnienie, że jeśli dojdzie do jego transferu to tylko jeśli od razu wykupi swój kontrakt i wróci z powrotem do Cleveland. Taki tłok pod koszem na pewno by drużynie Cavs nie służył. Podsumowując więc z pozoru znakomity pomysł stworzenia duetu LeBron-Amare, po głębszej analizie wydaje się być mało pożyteczny. W Cleveland dużo bardziej od forsującego swoje akcje siłacza potrzebują bowiem obwodowego egzekutora, który z zimną krwią wykorzystywałby wszystkie podwojenia i potrojenia LeBrona Jamesa.
Miami Heat
Dwyane Wade byłby dla Amare Stoudemirea z pewnością lepszym partnerem niż LeBron James. Miami ma także sporo wolnego miejsca pod koszem, które Stoudemire świetnie by zapełnił. Największym problem dla tej wymiany jest to, kogo można by oddać w zamian. Kontrakt Jermainea O’Neala jest bowiem zbyt duży i Suns chcąc redukować koszty nie zechcą przyjąć tego gracza do siebie. Jedynym realnym rozwiązaniem wydaje się więc oddanie przez Miami Michaela Beasleya i Quentina Richardsona. Obaj ci gracze znakomicie pasowaliby do szybkiej koszykówki granej przez Suns, Beasley jest zawodnikiem z dobrymi perspektywami przed sobą a kontrakt Richardsona kończy się w tym roku. Suns dostaliby więc dokładnie to czego oczekują: redukcja kosztów + młody, perspektywiczny zawodnik. Pytanie tylko czy Heat podejmą ryzyko. Oddając tych dwóch zawodników Miami postawiłoby wszystko na jedną kartę. Z jednej strony Stoudemire mógłby stworzyć z Wadem duet nie do zatrzymania. Ogromne możliwości ofensywne Wadea w połączeniu z siłą i dynamiką Amare mogłyby być postrachem całej ligi. Gorzej jednak jeśli Stoudemire miałby kłopoty ze zdrowiem a jego schorowane kolana odmawiałyby posłuszeństwa. Wtedy Wade zostałby osamotniony, a Heat mieliby problem z awansem do play-off. Wydaje się więc, że takie ryzyko jest drużynie Heat niepotrzebne, dużo bardziej opłaca im się utrzymać obecny skład i powalczyć o któregoś z wolnych agentów latem 2010. Chris Bosh w miejsce ogromnego kontraktu Jermaina O’Neala to byłoby coś, co automatycznie stawiałoby Heat w roli jednego z faworytów do zdobycia tytułu. Ryzyko związane z pozyskaniem Amare Stoudemirea w tej chwili jest więc chyba zbyt duże.
Chicago Bulls
Wydaje się, że „Byki” to najbardziej naturalny partner dla Suns w sprawie transferu Stoudemirea. Po pierwsze jest tak dlatego, że mogą oni zaoferować idealnych graczy w zamian. Do Suns powędrowaliby bowiem Brad Miller oraz Tyrus Thomas. Pierwszy z nich to jasne oszczędności – w tym roku kończy mu się ponad 12 milionowy kontrakt. Drugi to z kolei młody zawodnik, który idealnie pasuje do szybkiej koszykówki Suns. Thomas bowiem jest zawodnikiem, który oprócz tego, że wykonuje dynamiczne akcje kończone efektownymi wsadami, to bardzo dużo biega, a tego właśnie oczekują od swoich graczy w Phoenix. Suns więc chętnie by na taką wymianę przystali. Z kolei Chicago również bez większych sentymentów mogłoby się z tymi graczami rozstać. Brad Miller odgrywa w drużynie rolę drugorzędną, a miejsce pierwszego centra bezdyskusyjnie należy do Joakima Noaha. Tyrus Thomas z kolei stracił miejsce w pierwszej piątce na rzecz Taja Gibsona i nie jest tajemnicą, że trener Vinny del Negro nie jest miłośnikiem jego talentu. Bulls więc oddaliby swoich dwóch rezerwowych a w ich miejsce otrzymali prawdziwą gwiazdę. Wraz z Derrickiem Rosem Amare mógłby stworzyć duet na miarę tego, który tworzył w Suns z Nashem. W drużynie Bulls z pewnością jest zapotrzebowanie na umiejętności ofensywne, które posiada Stoudemire, a rozgrywający tej drużyny na pewno poradziłby sobie z ich wykorzystywaniem. Mamy więc sytuację idealną, w której wszyscy są zadowoleni: Suns dostają oszczędności i perspektywy, Bulls dostają gwiazdę z możliwościami ofensywnymi, Stoudemire będzie mógł grać w stylu, który lubi, a Thomas zakończy konflikt z trenerem del Negro. Obie strony nie mają w tej sytuacji nic do stracenia i wydaje mi się, że jeżeli Stoudemire rzeczywiście odejdzie z Suns, to następnym przystankiem w jego karierze będzie właśnie Chicago.
Chicago - maybe... Ale ja myśle że w gre jeszcze wchodzą NETSi z nowym wlascicelem i kupa kasy. Tam bedzie rewolucja i bedą budować drużyne na miarę mistrzostwa. Kto wie moze Amarie i LBJ własnie tam się spotkaja...