2010-01-28 03:32,
Mateusz Zielinski,
Informacja własna fot. nba.com

Po zaciętym meczu Toronto Raptors pokonali we własnej hali drużynę Miami Heat 111-103. Tym samym drużynie „Żarów” nie udał się rewanż za przegrany ostatnio mecz z Cleveland, a Kanadyjczycy przedłużyli swoją serię zwycięstw.
Bardzo dobre spotkanie rozegrał Andrea Bargnani, który trafiając 13 z 19 rzutów z gry zdobył aż 27 punktów. Rewelacyjnie wspierał go także Chris Bosh, który do 24 oczek dołożył 18 zebranych piłek. Cichym bohaterem był jednak Jose Calderon, który znakomicie kontrolował tempo gry i dawał swoim partnerom przykład ogromnego poświęcenia w obronie.
W drużynie z Miami na wyróżnienie tradycyjnie już zasłużył Dwyane Wade, który rzucił 35 punktów i zanotował 10 asyst. Gwiazdor Heat trafił w tym spotkaniu wszystkie 8 rzutów wolnych, co w kontekście jego występu przeciwko Cavs może zaskakiwać. W ataku starał się go wspierać Jermaine O’Neal, jednak jego 22 punkty okazało się być niewystarczające na Raptors. W pierwszej kwarcie urazu doznał Michael Beasley, który podjął jeszcze próbę powrotu do gry, jednak całą drugą połowę spędził na ławce rezerwowych.
Początek meczu należał do zespołu Miami. Aktywny na atakowanych tablicach był Beasley, partnerów dobrze dostrzegał Wade. Gracze Raptors z kolei nie mogli znaleźć drogi do kosza. Słabo rozpoczął Bosh, który spudłował trzy pierwsze rzuty. To dlatego na pierwszy time-out gospodarze schodzili przegrywając 13-4. Tuż po przerwie na żądanie urazu nabawił się Micheal Beasley. Koszykarz Miami chciał wyskoczyć do alley-oopa zagranego przez Alstona, jednak zahaczył o jednego z graczy Raptors i całym ciężarem spadł na prawą nogę.
Trzymając się za kolano Beasley opuścił parkiet i wydawało się, że już nie powróci do gry. Moment dekoncentracji graczy Heat wykorzystał Sonny Wheems, który trafił wszystkie 4 oddane w tej kwarcie rzuty. Wtedy jednak ciężar gry na swoje barki wziął Dwyane Wade, który zdobywając w tej części gry 14 punktów zapewnił Miami prowadzenie 34-23. Kiepsko spisywali się liderzy Raptors, Bosh trafił zaledwie 1 z 6 rzutów z gry i miał 2 starty, Turkoglu nie trafił ani jednego rzutu. Chaos w ataku i słaba obrona sprawiała, że Heat nie musieli się specjalnie męczyć.
Na drugą kwartę jednak koszykarze Raptors wyszli bardzo agresywnie. Zaczęli bronić na całym boisku i taka gra przyniosła skutki. Gracze Heat byli wyraźnie zaskoczeni takim rozwojem sytuacji i pod nieobecność Dwyanea Wade'a, który w tym momencie siedział na ławce, zaczęli tracić swoją przewagę. Świetny fragment rozgrywali w tym momencie Jose Calderon i Marco Bellinelli, którzy byli motorem napędowym obrony Raptors. Kiedy przewaga Heat stopniała do 4 punktów trener Spoelstra musiał poprosić o czas.
Przerwa na żądanie nie odmieniła jednak obrazu meczu i Raptors dalej odrabiali straty. Rewelacyjnie spisywał się Calderon, który uporządkował grę w ataku i był dużo lepszy od Jarretta Jacka. W drużynie Heat do gry powrócić musiał Dwyane Wade i niespodziewanie.. Michael Beasley! Kontuzja gracza Miami na szczęście nie była tak poważna jak to się mogło wydawać na początku. Wade po powrocie na parkiet dalej był nie do zatrzymania i jego gra nie pozwalała graczom Raptors uzyskać większej przewagi. Przez większą część drugiej kwarty obserwowaliśmy dwa zupełnie różne style gry., Z jednej strony były indywidualne popisy super-gwiazdy Miami, z drugiej zaś zespołowość i dzielenie się piłką koszykarzy Raptors. W samej końcówce tej części gry do zdobywania punktów po stronie Heat włączył się Jermaine O’Neal i za jego sprawą ekipa z Florydy prowadziła po pierwszej połowie 60-57.
W trzeciej kwarcie na parkiecie znów brakowało Beasleya. Zawodnik, który wrócił do gry w drugiej kwarcie, nie chciał ryzykować poważniejszego urazu i wolał oszczędzać siły na dalszą część rywalizacji. Mecz dalej przebiegał wedle schematu z drugiej kwarty. Nadmienić trzeba, że cały czas bardzo solidnie po stronie Raptors spisywał się Bargniani, który trafiając z dystansu dawał swojej drużynie dużo punktów. W trzeciej kwarcie wspierał go Chris Bosh, który po słabszym początku rozkręcał się z kwarty na kwartę. W Miami w dalszym ciągu osamotniony był Dwyane Wade, który nie miał wsparcia od żadnego ze swoich kolegów. Miami rozluźniło się po pierwszej kwarcie i nie potrafiło powrócić do twardej obrony. Raptors z kolei cały czas agresywnie atakowali kosz i zdobywali sporo punktów z pomalowanego. Przed ostatnią częścią gry drużyna z Toronto prowadziła 85-81.
W czwartej kwarcie Raptors zaczęli od powiększania swojej przewagi. W pewnym momencie wynosiła ona już nawet 9 punktów. Wtedy jednak run punktowy zanotowali koszykarze Heat i na 5:55 przed końcem mieliśmy wynik 94-91 dla Toronto. Raptors zdecydowali się wtedy na sprawdzone rozwiązanie. Piłka w ataku trafiała do Chrisa Bosha, a ten świetnie sobie radził. W defensywie dobrze odcinany był Dwyane Wade, a jego koledzy nie spisywali się już tak dobrze. Na 4:14 przed końcem meczu Raptors prowadzili już 100-91. W samej końcówce koszykarze Heat mieli jednak jeszcze swoją szansę. Gdy po efektownym bloku kontrę wykończył Wade było tylko 103-106 dla Raptors. W następnej akcji jednego rzutu wolnego nie trafił Calderon i na 56 sekund przed końcem przewaga Toronto wynosiła zaledwie 4 punkty. Wtedy jednak za 3 punkty po stronie Heat spudłował Dorell Wright, a dla Raptors trójkę trafił Antoine Wright i było po meczu.
Ostatecznie drużyna Raptors pokonuje Miami Heat 111-103.
Komentarze do artykułu
Znaczy sie Bosha i Raptors :)
go Raptors !