
Orlando Magic pokonali 96:94 drużyne Boston Celtics we własnej Amway Arena, a jednym z bohaterów spotkania był nasz Marcin Gortat, na którego nie bał się postawić Stan Van Gundy.
Po słabej pierwszej połowie, którą Magic przegrywali 51:40 a Celtics świetnie rozprowadzali piłkę w ataku i trafiali częściej od gospodarzy trzecia odsłona także nie przynosiła spodziewanych dla Van Gundego efektów. Wtedy zdecydował się zagrać "Twin Towers" stawiając na Howarda i właśnie Gortata. Dzięki temu Magic zaczęli lepiej bronić (przekonał się o tym szczególnie Glen Davis dosłownie wciśnięty w tablicę) i mozolnie odrabiać straty.
Na 5 minut przed końcem meczu klasycznym "bank shotem" popisał się Gortat i na tablicy pojawił się wynik 84:84. Od tego momentu trwała wymiana kosz za kosz. Jeszcze na 45 sekund przed końcem ostatniej kwarty goście prowadzili 94:91, ale na szalony rzut z ponad 8 metrów zdecydował się J.J Redick, dzięki czemu doprowadził do remisu, by potem Rashard Lewis w dziecinny sposób mijający od linii Kevina Garnetta oddał rzut spod samej tablicy zapewniający zwycięstwo dla Magic.
Na 1.3 sekundy do końca szansę mieli jeszcze "Celtowie", jednak "Sheed" rzutem z dystansu miał jedynie do zaproponowania "airballa".
Najlepsi w Magic to Lewis (23pkt,8zb) i Howard (19pkt,10zb,4blk), pos tronie gości 20 punktów rzucił Ray Allen.
Marcin Gortat łącznie na parkiecie przebywał przez prawie 27 minut, w tym czasie uzyskał 6pkt,8zb,1as i 3 bloki.
http://www.ehow.com/video_2368543_the-bank-shot-basketball.html
http://www.dailymotion.pl/video/x3egfv_air-ball-en-serie-nba_fun
masz ślicznie wyjasnione
Nie ma co popadać w euforię bo gra Magic w trzech pierwszych kwartach to była nędza. W pierwszej połowie zaliczyli tylko 1 asystę. Wolne też tragedia. Ilość zbiórek ofensywnych pozwalała im myśleć o nawiązaniu walki w tym meczu. W 3 kwarcie przewaga Bostonu wynosiła już 16pkt. Jak oni przegrali ten mecz to już pozostanie ich tajemnicą. Kompletnie nie siedzi trója graczom Magic. Przy ich taktyce inside outside bardzo ważny element. Trzeba też zauważyć dobrą postawę Marcina. Może to zwycięstwo pozwoli graczom Orlando podbudować morale i zaliczyć jakąś miłą serię zwycięstw.
Jeszcze jedno. Carter to PORAŻKA. CO się stało z tym kolesiem. Jeszcze poprzedni sezon miał przecież dobry. Teraz tragedia.
Powiem tak - jestem "dzieckiem" koszykówki Michałowicza i ciężko się przestawić. Powiem więcej, oglądając mecze NBA po hiszpańsku, grecku, jugopodobnie czy mając w pamięci transmisje z DSF to nawet nasi kochani zachodni sąsiedzi gadali ciągle "jump shot, airball, revers lay up, slam" itp.
polecam szczególnie Tobie PROSEKTO artykuł na ten temat:
http://daveknot.wordpress.com/2009/12/29/o-nieprzekladalnosci-jezyka-koszykowki-slow-kilka/