2010-01-29 13:35,
hubert krzywda,
Informacja własna fot. nba.com
Kogo będzie nam brakowało najbardziej w dzień Walentynek 14 lutego? Kto zasłużył na to aby wybiec na parkiet w Dallas a kto nie? Zapraszam do dyskusji, a ja postaram się przybliżyć po krótce swoje typy.
Co roku dochodzi do dyskusji na temat wyboru poszczególnych zawodników biorących udział w tym widowiskowym spektaklu, jednak trwa ona tylko do rozpoczęcia meczu.
Zacznijmy może od nieobecnych. Uwagę przykuwają szczególnie trzy postacie. Pierwszym jest Shaq.
Lista jego osiągnięć z całej kariery jest tak długa, że nie skończyłbym jej nawet do owego 14 lutego. Piętnaście razy wybierany do ASG, tym razem go nie zobaczymy. Powiem jednak że bardzo dobrze, bo wolę go zapamiętać z Weekendu Gwiazd jako tego, który w Phoenix odbiera wspólnie z Kobe MVP i pięknie tańczy z zespołem Jabbawockeez. A tak byłoby pewnie tyle z jego grania, że wyszedłby na około 5 minut, rzucił dwa punkty i usiadłby na ławce strojąc dziwne miny lub rozśmieszając publikę. Pewnie i tak go z resztą gdzieś w pobliżu wybrańców kibiców i trenerów NBA zobaczymy w stylowym gajerku z ciekawym gadżetem.
Drugi to Josh Smith.W tym miejscu trzeba się na chwilę rzeczywiście zatrzymać i zastanowić co skłoniło trenerów do wybrania akurat z Atlanty Joe Johnsona i Ala Horforda. Jest to oczywiście ukłon w stronę tego zespołu, który spisuje się świetnie już drugi sezon z rzędu, wybierając dwóch zawodników z tego teamu, jednak pominięcie ich najefektowniejszego i najwszechstronniejszego gracza będzie sporym niedosytem dla fanów basketu całego świata.
Ostatnim wielkim nieobecnym jest Chauncey Billups, który jednak nie czyni z tego pwodu żadnej tragedii. Jak sam powiedział wybierze się w tym czasie na plaże Meksyku ze swoimi dziećmi i żoną gdzie poszuka "dobrej pogody i relaksu". Dodał jeszcze:
"Każdego roku są sytuacje, w których są gracze, którzy zasługują na grę w ASG. Jednak nie wszyscy mogą w nim wystąpić, bo miejsc jest niewiele. A już szczególnie na pozycjach obrońców na zachodzie". Oto, święte słowa Panie "Big Shot".
Na grę liczył też Monta Ellis, ale ostatnim graczem z Oakland w meczu gwiazd był Latrell Sprewell w ....1997 roku. Może, gdyby grał na wschodzie, gdzie w poprzednim roku mimo ujemnych bilansów swoich drużyn grali Danny Granger i Devin Harris miałby większe szanse? Póki co, Monta grywa na zachodzie.
O swoje walczył także Chris Kaman. Jedyne co wywalczył nadając ile wlezie na Pau Gasola, to miejsce w rezerwie zachodu dla Zacha Randolpha. Mam radę dla Chrisa - niech przeniesie się do innego zespołu w Los Angeles, wtedy jego akcje wzrosną.
Osobiście brakuje mi też Davida Lee. Nowojorczyk w porównaniu do Horforda, którego będę się czepiał bez końca ma nieporównywalnie lepsze statystyki i swoją postawą na parkiecie co chwila udowadnia, że jest już graczem formatu All Star. Ale dane mu będzie wystąpić w takim spotkaniu najwcześniej za rok.
Wiele zastrzeżeń budzą także wybory graczy, którzy grali mało w tym sezonie (Gasol) albo mało i do tego jeszcze słabo (Iverson, Garnett). Myślę jednak, że są to wybory uzasadnione. Hiszpan musi w takim meczu wystąpić, a to choćby ze względu na to, że dużym nietaktem byłoby osamotnienie Bryanta a nikt inny z Lakers do tego meczu nie pasuje, bo Bynum nie przekonuje, Artest więcej narzeka na bolące stopy niż daje z siebie na parkiecie a Odom...cóż. Wspomnianych przedstawicieli Celtics i 76ers wybrali natomiast kibice z całego świata, więc nie ma o czym w tym miejscu dyskutować.
Takie rozprawki tracą jednak sens w obliczu faktu, że i tak po meczu nikt nie będzie się zastanawiał nad tym kto lepiej mógłby się w nim zaprezentować z nieobecnych bo wszyscy będą (tego sobie i wszystkim życzę) pod wrażeniem fenomenalnych i widowiskowych zagrań takich graczy jak Wade,Rondo, KB, LBJ, DH, czy G-Force.