Rzeczywiście po Bookerze widać było, że na parkiecie nie czuje się komfortowo. Nie zna jeszcze swoich partnerów na tyle, aby móc grać tak, jak w poprzednim sezonie. Mimo tego szkoleniowiec Energi Czarnych Słupsk konsekwentnie w starciu z Polonią AZBUD, stawiał na swojego nowego zawodnika.
Mecz od początku przebiegał pod dyktando słupskiego zespołu. Po kilku minutach ospałej gry, w Słupsku, nagle zrobiło się strasznie gorąco. Wszystko za sprawą technicznego przewinienia Tyrona Brazeltona, który przy walce o piłce z Marcinem Nowakowskim, chciał odbić od niego piłkę, aby ona wyszła na out. Niestety trafił w ,,bolącą” część męskiego ciała i młody rozgrywający Polonii upadł. Z racji, że sytuacja miała miejsce obok ławki gości, w sprawę zaangażował się Wojciech Kamiński, który miał wiele do powiedzenia Brazeltonowi.
Amerykanina zastąpił Mantas Cesnauskis, którego wspomagali dzisiaj kibice Żalgirisu Kowno. Litwin świetnie rzucał z dystansu, a dobrą zmianę dał Chris Daniels oraz Wojciech Żurawski. Słupszczanie grali szybko, a to przynosiło efekty. Pierwsza kwarta zakończyła się prowadzeniem gospodarzy 23:16.
W drugich dziesięciu minutach gry kompletnie pomysłu na grę nie mieli przyjezdni. Bezradny Wojciech Kamiński z rękami na głowie tylko patrzył, jak Energa Czarni powiększa przewagę. W przerwie meczu nie chciał iść nawet do szatni swojego zespołu, jednak za namową asystentów udał się na... rozmowę ze swoimi podopiecznymi. Warto podkreślić, że po raz kolejny szansę pokazania otrzymał Hubert Pabian. Wychowanek juniorskich drużyn Czarnych popisał się efektowną trójką oraz dwoma zbiórkami w obronie. Po pierwszej – ospałej – połowie słupszczanie prowadzili 52:32.
Przed rozpoczęciem drugiej połowy rozgrywający Polonii AZBUD Brandun Hughes ciągle powtarzał do swoich kolegów – spróbujmy powalczyć, nie mamy nic do stracenia. Słowa doświadczonego Amerykanina podziałały. Stołeczni koszykarze, a właściwie Joshua Aleksander oraz były kapitan ,,Czarnych Panter” Przemysław Frasunkiewicz, znany w Słupsku bardziej jako ,,Franz”,przebudzili się i zaczęli odrabiać starty. Szalona gra warszawskiego zespołu opłaciła się. Z dwudziestu punktów przewagi, przed czwartą kwartą poloniści tracili do gospodarzy tylko 13 oczek.
Dobra gra podbudowała morale zespołu Wojciecha Kamińskiego i ostatnie dziesięć minut zapowiadały wielkie emocje, i rzeczywiście tak było. Polonia podtrzymała dobrą passę w rzutach za trzy punkty i to doprowadziło do nerwowej końcówki. Po trójkach wcześniej wspomnianych – Aleksandra i Frasunkiewicza – nagle w hali Gryfia zrobiło się 81:78. Wówczas o czas poprosił Miglinieks i jego zespół spokojnie dowiózł zwycięstwo do końca.
Tym samym Energa Czarni odniosła swoje szóste zwycięstwo z rzędu i daje wyraźny sygnał, że po rundzie zasadniczej, chce być w pierwszej czwórce. Niezwykle istotny mecz dla układu tabeli odbędzie się w przyszłej kolejce. Wówczas słupszczanie udadzą się do Starogardu Gdańskiego, gdzie zmierzą się z trzecim zespołem ligi Polpharmą. Z kolei Polonie AZBUD czeka bardzo ciężki terminarz. Za tydzień zmierzą się z Anwilem Włocławek, a za dwa tygodnie z PGE Turowem Zgorzelec.