2010-01-30 21:39,
Adam Popek,
Informacja własna fot. Paweł Łakomski
Zespół Sportino Inowrocław do niezwykle trudnego, wyjazdowego spotkania przystąpił bez kontuzjowanych Przemysława Łuszczewskiego oraz Litwinów Vitalijusa Stanoseviciusa i Mindaugasa Budzinauskasa. Mimo wszelkich ambicji, nie byli w stanie dotrzymać kroku zdeterminowanym gospodarzom.
Zgorzelczanie zadowolili swoją publiczność wygrywając z outsiderem rozgrywek 95:72. Udowodnili tym samym, że środowa porażka, z Polonią 2011, była wypadkiem przy pracy. Znakomite zawody rozegrał rozgrywający Turowa Justin Gray, zdobywca 26 punktów dla swojej drużyny.
Od początku zarysowała się przewaga Turowa. Niezawodny był lider zespołu, Michael Wright, który raz za razem punktował spod kosza. Zawodnicy z Inowrocławia mieli wyraźny problem z zatrzymaniem tego gracza. Wright zdobył zdecydowaną większość punktów dla swojego zespołu. Zresztą od lidera ekipy powinno się tego wymagać. Wśród gości wyróżniali się Quinton Day oraz Slavisa Bogavac, ale ich celne rzuty, także z dystansu, nie wybiły z rytmu gospodarzy. To oni prowadzili 9 punktami po pierwszej kwarcie.
Drugą odsłonę, zespół ze Zgorzelca, rozpoczął z wysokiego „C”. Zdobyte 11 punktów z rzędu rozwiało wszelkie wątpliwości, kto jest górą w tym spotkaniu i pozwoliło osiągnąć, już nie bezpieczne, a wysokie prowadzenie 41:21. Rywale, do momentu celnej „trójki” Wiaczesława Rosnowskiego w 5 minucie kwarty, nie mogli znaleźć sposobu na sforsowanie obrony Turowa.
Jego wyczyn powtórzył, wspomniany już, Day, ale gospodarze mieli w swoich szeregach Konrada Wysockiego, który również oddał dwa celne rzuty za 3 punkty. Strata przez cały czas pozostawała wysoka i nic nie wskazywało na to, by miał nastąpić jakiś nieoczekiwany zwrot w tym pojedynku. Wynik do przerwy brzmiał 58:36. Gospodarze przed drugą połową meczu wydawali się być w komfortowej sytuacji. Ponadto, nieczęsto udaje się zdobyć 58 punktów w dwie kwarty.
Drugie 20 minut meczu inowrocławianie zaczęli od prowadzenia 6:0. Ich sytuacja była bardzo nieciekawa i nie ma się, czemu dziwić, że podjęli wszelkie próby zniwelowania przewagi. Po 4 minutach, pierwsze punkty dla swojego zespołu w tej kwarcie zdobył Justin Gray. Po jego celnym rzucie przyszły kolejne i tak zakończył się okres przeważania gości na parkiecie. W szeregach Sportino dwoił się i troił Tomasz Kęsicki, ale wobec tak silnego przeciwnika nie był w stanie wiele zdziałać.
Tymczasem podczas braku punktów ze strony Wright’a, to Gray wziął na siebie ciężar zdobywania punktów dla drużyny i raz za razem umieszczał piłkę w koszu rywala. Warto zaznaczyć, że czynił to przy zachowaniu bardzo dobrej skuteczności. Mimo wielkich ambicji, osłabionym absencją trzech graczy gościom, nie udało się i w tej kwarcie, choć trochę, zmniejszyć strat. Prowadzenie PGE Turowa Zgorzelec 78:49 przed decydującą partią gry pozbawiło złudzeń wszystkich obserwatorów meczu.
Pomimo tego w ostatniej kwarcie, gracze Sportino dzielnie walczyli o każdy punkt i robili to całkiem skutecznie. Quinton Day razem z Rosnowskim zmniejszali rozmiary porażki. Jednak przewaga rywali cały czas była większa niż 20 punktów.
Punkty dokładał, niezawodny dzisiejszego wieczoru, Gray. Z dobrej strony pokazał się także Chris Johnson, który nie mylił się z półdystansu. Tą kwartę, nieznacznie, wygrało Sportino 23:17. Choć nie miało to większego znaczenia wobec ostatecznego rezultatu to należy docenić sportową walkę do końca inowrocławskich graczy, jak i również Day’a, zdobywcy największej liczby „oczek” dla swojego zespołu.
Okres wzmożonej aktywności treningowej, w drużynie prowadzonej przez Andrieja Urlepa, przyniósł spodziewane efekty. Mimo niechlubnej porażki z warszawskim zespołem w poprzednim meczu, dziś Turów pokazał dobrą koszykówkę i pod każdym względem przewyższał rywala. Jak w każdym sezonie, zespół ze Zgorzelca mierzy bardzo wysoko i forma, jaką dziś zaprezentował tylko to potwierdza. W ekipie Sportino panują zgoła odmienne nastroje.
Cel, jakim jest pozostanie w ekstraklasie na kolejny sezon, będzie bardzo trudno osiągnąć. Inowrocławska drużyna zajmuje, bowiem nadal ostatnią pozycję w ligowej tabeli. Czas pokaże czy na koniec sezonu będą mieli powody do radości.