START   NBA    PLK    EUROLIGA    INNE    SKLEP    LINKI    FORUM    REDAKCJA
Login:
Hasło:
Zapamiętaj
 

Time-out: Fenomen Briana Scalabrine

Obecna drużyna Boston Celtics kojarzona jest głównie z „Wielką Trójką” czyli Paulem Piercem, Kevinem Garnettem i Rayem Allenem. Niektórzy eksperci mówią o „Wielkiej Czwórce” i dołączają do tych zawodników Rajona Rondo. Jest jednak w barwach „Celtów” gracz, którego jeden rzut czy kilkuminutowe pojawienie się na boisku potrafi wzbudzić na trybunach większe emocje niż najwybitniejsze występy miejscowych gwiazd. Nazywa się on Brian Scalabrine.

Rudowłosy grubasek nie od razu jednak stał się ulubieńcem publiczności. Ale po kolei. Urodził się 18 marca 1978 roku. Swoją poważną przygodę z koszykówką rozpoczął w barwach drużyny Trojans z Uniwersytetu Południowej Kalifornii i był tam czołową postacią. Rozegrał łącznie 58 spotkań i wszystkie je rozpoczynał w pierwszej piątce. Uzyskał średnią 16,2 punktów na mecz przy skuteczności 53% z gry oraz łączną ilość 50 bloków, co dało mu 11 miejsce na liście wszechczasów USC. W 2001 roku został wybrany w drugiej rundzie draftu z 35 numerem przez drużynę New Jersey Nets.

Już na Uniwersytecie dał się poznać jako pracuś. Były asystent trenera ekipy Trojans Joe Callero mówił o nim: „Brian to stara szkoła. Wszyscy narzekają, że dzisiejsze dzieciaki są inne, że to już nie to co kiedyś. Scalabrine pasuje bardziej do lat 50tych czy 60tych. On tak sobie wszystko organizuje aby móc ciągle ulepszać i rozwijać swoją grę”. David Wharton, publicysta Los Angeles Times, tak z kolei opisywał zachowanie Scalabrinego na boisku: „Chodzi przede wszystkim o zabawę. Zapytajcie go (Scalabrinego) o ostatni wieczór, gdy próbował ustawić swoje 110-kilogramowe ciało w obronie i wymusić faul ofensywny ale przeciwnik okazał się zbyt szybki i z pełnym impetem wsadził piłkę do kosza nad jego głową. Po trybunach rozeszło się tylko gromkie „ohhhh”. Odpowiedziałby Wam, że jeśli czerpie z tego radość, to nie ma dla niego znaczenia, że wygląda przy tym jak kretyn. Nie ma znaczenia czy dziewczyna siedząca na miejscu numer 29 to widziała.”

Z taką charakterystyką Scalabrine trafił do NBA. Jego pierwszy sezon to zaledwie 28 spotkań, w których występował średnio trochę ponad 10 minut. Cały czas jednak ciężko pracował i dawał z siebie wszystko na treningach. W kolejnych dwóch sezonach za każdym razem poprawiał swoje statystyki zarówno jeśli chodzi o ilość rozegranych spotkań jak i liczbę minut na parkiecie. Z roku na rok notował także lepszą średnią punktową.

W końcu nadszedł sezon 2004-2005. Scalabrine rozegrał wtedy w barwach Nets 54 mecze, z których aż 14 rozpoczął w pierwszej piątce. Na parkiecie spędzał średnio ponad 21 minut i notował 6,3 punktu oraz 4,5 zbiórki na mecz. Został ulubieńcem publiczności. Kibice pokochali go głównie za jego zaangażowanie. Juz na pierwszy rzut oka bowiem widać, że Scalabrine do NBA nie pasuje. Ma ewidentną nadwagę, która w porównaniu z umięśnionymi sylwetkami pozostałych zawodników razi jeszcze bardziej. Asystent trenera Mike O’Koren nadał mu nawet pseudonim „Cielęcina”, gdyż uważał, że jego nazwisko brzmi jak nazwa włoskiego dania. Pseudo na tyle trafne, że przytknęło do Scalabriniego po dziś dzień. Niezgrabnie poruszający się, ociężały rudzielec, który mimo 2,06m wzrostu bardziej lubuje się w rzucaniu za 3 punkty niż w walce pod koszem to było coś do tej pory niespotykanego. Ponadto w każdej akcji Scalabrine musiał dawać z siebie 200%, coś co innym zawodnikom przychodziło łatwo dla niego było niemałym wysiłkiem. Brian podejmował na parkiecie walkę z samym sobą i swoimi słabościami, a ludzie to doceniali. Każde udane zagranie Scalabrinego, każdą jego dobrą akcję w ataku czy w obronie nagradzali w sposób szczególny. Cieszyli się, że temu niezdarnemu miśkowi też się coś wreszcie udało.

Po tym sezonie Scalabrinim zainteresowali się Boston Celtics. Zaoferowali mu oni 5 letni kontrakt opiewający na 15 milionów dolarów. Chcieli mieć w swojej drużynie egzekutora, który gdy dostanie piłkę na wolnej pozycji bez wahania skarci przeciwników celnym rzutem. Wydawało im się, że „Scal” do tej roli pasował będzie idealnie. Niestety byli w błędzie.

Może nie wzięli pod uwagę tego, iż Scalabrine w Nets występował u boku Jasona Kidda, który wszystkich swoich partnerów czynił lepszymi niż byli naprawdę. Może oczarowała ich sympatia, którą kibice New Jersey darzyli Briana. Może wreszcie dali się zwieść celtyckiemu wyglądowi Scalabrinego, który jak ulał wpisywałby się w bogatą tradycję klubu z Bostonu.

Nie wiadomo, co zdecydowało o podpisaniu z „Cielęciną” wartego 15 milionów dolarów kontraktu. Wiadomo jednak, że wszystko to, za co kibice w New Jersey go polubili stało się w Bostonie przyczyną kpin, dowcipów i docinków. Przyjście Scalabrinego zbiegło się bowiem z regresem gry całej drużyny. W jego pierwszym sezonie Celtisc z bilansem 33-49 zajęli 11 miejsce na wschodzie i po raz pierwszy od 4 lat znaleźli się poza play-off. „Scal” zagrał w 71 spotkaniach w których przez trochę ponad 13 minut zdobywał średnio 2,9 punktu i notował 1,6 zbiórki. Kolejny sezon był jeszcze gorszy, bowiem Boston wygrali zaledwie 24 spotkania i uplasowali się na przedostatnim miejscu wschodu. To w tym sezonie właśnie Scalabrinemu obrywało się najbardziej. Wystąpił on bowiem w 54 spotkaniach, z których aż 17 rozpoczynał w pierwszej piątce. Grając średnio 19 minut notował 4 punkty i 1,9 zbiórki na mecz.

Kibice sfrustrowani fatalną postawą swojej drużyny nie mogli zrozumieć jak ktoś pokroju Scalabrinego mógł podpisać z ich drużyną wart 15 milionów kontrakt. Śmiano się wtedy, że Brian znalazł w paczce chipsów kupon, który uprawnia go do gry w jego ulubionej drużynie NBA. Szydzono, że to, w czym jest zdecydowanie najlepszy to bycie jedynym białym zawodnikiem w zespole. Po występie w meczu przeciwko Cleveland Cavaliers, w którym Scalabrine grał przez 34 minuty i nie zebrał ani jednej piłki posypały się na niego gromy. Wyliczano, że w całym spotkaniu oddano 100 niecelnych rzutów z gry oraz spudłowano 22 wolne. Grający przez 6 minut Olowokandi zebrał 4 piłki, a nawet wprowadzony na 3 minuty niziutki Tony Allen zdołał zaliczyć jedną zbiórkę. Kibice śmiali się, że siedząc z piwem przed telewizorem zebrali dokładnie tyle samo piłek, co przebywający 34 minuty na parkiecie mierzący 2,06m wzrostu Scalabrine. Tylko że im za ich wysiłek nikt nie zapłacił 36 tysięcy dolarów, jakie w przeliczeniu na mecz zainkasował „Cielęcina”.

Scalabrine w oczach kibiców stał się symbolem fatalnej gry całej drużyny. Nieporadny, z nadwagą, ociężały, wolny i nieskuteczny. Doszło do tego, że gdy „Scal” wykonywał swoje kolejne nieudane zagrania, cała hala wybuchała śmiechem, czasami nawet nagradzano to ironicznymi oklaskami. Kibice żądali zmian a „Cielęcina” miał być pierwszy do wylotu.

I w końcu zmiany nadeszły. Do drużyny dołączyli Garnett oraz Allen, a Boston z dnia na dzień stał się faworytem do tytułu. Drużyna sezon rozpoczęła krocząc od zwycięstwa do zwycięstwa, a kibice mogli wreszcie oglądać grę jakiej oczekiwali – szybką, skuteczną i efektowną. Mieli swoich nowych idoli, herosów, którzy trafiają z najtrudniejszych nawet pozycji, a w obronie z powodzeniem powstrzymują najgroźniejszych rywali.

W tym wszystkim był także Scalabrine. Jego gra nie zmieniła się ani trochę. Dalej bardzo się starał ale niestety bez znaczących efektów. Wolny, nieporadny, nieskuteczny, te przymiotniki w dalszym ciągu najlepiej opisywały jego poczynania na boisku. Jednak kibicom przestało to przeszkadzać. W momencie, w którym na tablicach rządził niesamowity Garnett a trójki jak maszyna trafiał Allen, fani Bostonu zaczęli dostrzegać ludzką twarz Scalabrinego. Jego niecelne rzuty za 3-punkty nie miały większego wpływu na wynik, bo „Scal” na parkiecie pojawiał się z reguły gdy sprawa zwycięzcy była już jasna. Nie miały wpływu na wynik więc przestały frustrować. Kibice zaczęli dopingować rudego grubaska, powoli dostrzegali to, za co w New Jersey tak bardzo go polubili: jego ogromne starania i walkę z własnymi słabościami. Od tej pory po niecelnych rzutach „Cielęciny” nie było już ironicznych oklasków i śmiechów, a zaczęły pojawiać zawiedzione westchnienia. Po celnych rzutach z kolei najpierw cichutko i nieśmiało, później coraz głośniej i pewniej na trybunach dało się słyszeć wykrzykiwane jego nazwisko. W końcu wejścia Scalabrinego na parkiet stały się prawdziwym świętem, ludzie coraz bardziej przyzwyczajeni do łatwych zwycięstw potrzebowali większych emocji, a walka Briana o każdy punkt, każdą zbiórkę tego właśnie im dostarczała. Gdy Scalabrine trafiał za 3 punkty na trybunach rozlegało się głośne SCA-LA-BRI-NE !!! gdy trafiał drugi rzut z rzędu hala niemal eksplodowała.

Scalabrine szybko ze znienawidzonego i niechcianego przez kibiców zawodnika przerodził się w maskotkę drużyny i ulubieńca publiczności. Stało się tak ze względu na cechy osobowościowe, które Brian posiada. Nigdy nie przejął się uderzającą go ze wszystkich stron krytyką i starał się wykonywać swoje zadania. Gdy w drużynie pojawiły się prawdziwe gwiazdy Brian był pierwszym na ławce, który je oklaskiwał. Nie domagał się większej liczby minut na parkiecie, nie przypisywał sobie sukcesów innych. Gdy pojawiał się na boisku nie forsował swoich rzutów, mimo iż cała publiczność aż wrzała, gdy dostawał piłkę do rąk. Robił dokładnie to co nakazywał mu trener i we wszystkich swoich poczynaniach wykazywał entuzjazm i zaangażowanie.

Gdy drużyna Bostonu grała w Finałach NBA w 2008 roku dla Scalabrinego zabrakło miejsca nawet na ławce rezerwowych. „Scal” nie przejął się tym ani trochę i dopingował swoich kolegów z boku, ubrany w garnitur. Na konferencji prasowej został zapytany przez jednego z dziennikarzy, czy nie jest mu przykro, że nie dane mu było pojawić się na parkiecie nawet na jedną sekundę. „Scal” odparł w swoim stylu: „To nie jest takie trudne, ponieważ może i teraz o tym pamiętacie, ale za 5 lat już zapomnicie, za 10 lat dalej będę mistrzem, za 20 lat powiem moim dzieciom, że właściwie to zaczynałem mecze w pierwszej piątce, a za 30 lat opowiem im, że zostałem wybrany MVP”. Właśnie takie podejście sprawia, że Scalabrine jest postacią niezwykłą.

Po ostatnim sezonie, gdy Boston odpadł w rywalizacji z Orlando Magic w Półfinale Konferencji temat pozbycia się Scalabrinego powrócił. Kibice zauważyli, że w przypadku kontuzji Kevina Garnetta w ich zespole nie ma wartościowego zmiennika, a „Scal” może i jest fajny, ale nie potrafi grać w koszykówkę. Trener Doc Rivers wolał jednak poświęcić Leona Powego niż wykupić kontrakt Scalabrinego i pozbyć się go z drużyny. Sprowadził Rasheeda Walleca a Brianowi nakazał trenować granie na pozycji numer 3. Gdy w przerwie międzysezonowej zapytano Scalabrinego jaka jest dla niego różnica między niskim a silnym skrzydłowym odparł: „Poza wszystkim? Sytuacja jest jaka jest, są gracze lepsi ode mnie ale moim zadaniem jest pozostać gotowym. Ktoś może doznać urazu i ja wtedy będę musiał zagrać 7 minut jako niski skrzydłowy bądź 10 jako silny skrzydłowy”.

Trener Rivers nie zostawił Briana w składzie aby ten zdobywał punkty czy twardą obroną powstrzymywał przeciwników. „Scal” jest w drużynie, gdyż jest jej dobrym duchem, swoją pracowitością na treningach daje przykład innym, w szatni trzyma dobrą atmosferę i dba aby wszystkim było przyjemnie. A przy tym nie narzeka, nie dopomina się o większą liczbę minut, wykonuje po prostu swoją pracę.

A koledzy z drużyny bardzo to doceniają. „Scal” został kiedyś wybrany do "All Good Guys Team". Gdy na początku jego kariery w Bostonie kontuzji kolana nabawił się Tony Allen, Scalabrine odwiózł go do szpitala. Matka Tonyego była bardzo zła, że nie wezwano do niego karetki ale wtedy zawodnik uspokoił ją: „Mamo, nie martw się. To lepiej niż karetka. To jest Scal!”.

Teraz Boston przymierza się do jeszcze jednego ataku na mistrzostwo. Kończący się kontrakt Scalabrinego w połączeniu z kontraktem Tonyego Allena mógłby być na rynku transferowym łakomym kąskiem. Wątpliwe jednak aby trener Rivers zrezygnował z dobrego ducha drużyny i próbował dobrać jeszcze jedną gwiazdę. W Bostonie wiedzą, że gwiazd można mieć mnóstwo ale bez dobrej atmosfery w szatni niczego się nie osiągnie. Dlatego po zakończeniu obecnej umowy „Scal” może liczyć na kolejny kontrakt za veteran minimum. Mówi się także, że jeśli nie jako zawodnik, to „Cielęcina” zostanie z drużyną jako członek sztabu szkoleniowego. Bostońska publiczność nie miałaby chyba nic przeciwko.

===================================================================

NA PLUS

Cleveland Cavaliers wygrali 8 ostatnich meczy i mają obecnie najlepszy bilans w NBA. Drużyna LeBrona Jamesa świetnie spisuje się mimo braku podstawowego rozgrywającego Mo Williamsa. Aż strach pomyśleć co będzie się działo, gdy Mo wróci do gry.

NA MINUS

Boston Celtics przegrali 6 z 8 ostatnich meczy. Podopieczni Doca Riversa pokonani schodzili w trzech ostatnich prestiżowych spotkaniach przeciwko Orlando Magic, Atlanta Hawks i Los Angeles Lakers. Jeżeli Garnett i spółka chcą w tym sezonie powalczyć w play-off to będą musieli się jeszcze bardziej zmobilizować.

PIERWSZA PIĄTKA

PG: Derrick Rose
SG: Dwyane Wade
SF: LeBron James
PF: Tim Duncan
C: Dwight Howard

Derrick Rose jest niekwestionowanym liderem Chicago Bulls. W ostatnich meczach regularnie rzucał ponad 20 punktów i walnie przyczynił się, że „Byki” zanotowały serię 5 zwycięstw z rzędu.

Dwyane Wade jest w drużynie Maimi osamotniony. Lider Heat robi co może: rzuca ponad 30 punktów, zalicza mnóstwo asyst, przeciwko Cavs zebrał nawet 10 piłek, jednak jego wysiłek bez wsparcia kolegów idzie na marne. Heat mają jednak nadzieję na aktywne lato i sprowadzenie wsparcia dla D-Wadea

LeBron James jest w pierwszej piątce od dłuższego czasu. Jego Cavs grają świetnie a „Król” notuje niesamowite statystyki. Pytanie tylko czy wystarczy mu pary na play-off.

Tim Duncan rozgrywa jeden z najlepszych sezonów w karierze. Ostatnio w meczu przeciwko Hawks zebrał z tablic aż 27 piłek. Tim cały czas pokazuje, że ejst jednym z najlepszych graczy na swojej pozycji na świecie.

Dwight Howard znowu dominuje w strefie podkoszowej a jego Magic ponownie wygrywają. Lider Orlando miał ostatnio kilka wspaniałych występów w ofensywie, gdy trafiał nawet rzuty z dalszej odległości od kosza. Szkoda tylko, że jego dobra gra oznacza mniej minut na parkiecie dla Marcina Gortata.

PRZECZYTAJ POPRZEDNI TIME-OUT MATEUSZA ZIELIŃSKIEGO!



Liczba czytań: 1793
Komentarze do artykułu
Autor komentarza: quentin
Data: 01-02-2010 22:48:47
bardzo fajny artykuł. Takich SCALABRINÓW jest w lidze więcej, np. Sean Marks - dla mnie ewenement

Autor komentarza: ty89
Data: 01-02-2010 23:53:41
to ten co grał w Śląsku Wrocław?

Autor komentarza: karolek23
Data: 02-02-2010 14:08:48
dokładnie :)

a tak na marginesie, kiedy widzę, że Scalabrinie wchodzi na boisku, to odechciewa mi się oglądac. Ale cóż, są zapewne jego fanatycy :)

Autor komentarza: osti23
Data: 02-02-2010 14:41:36
eee tam , narzekacie. dziś mu dobrze poszło. w 10 min 1 asysta i 3 faule :D ot cały jego dorobek :D

Autor komentarza: nd39
Data: 02-02-2010 14:41:58
No niby tak, ale w jednym z ostatnich meczów pokazał, że potrafi naprawdę dobrze bronić. Nie pamiętam już z kim to było, może ktoś wie?

 
Aby móc komentować, musisz być zarejestorwanym i zalogowanym użytkownikiem serwisu.

 



Wyniki NBA
Lakers
76ers
Raptors
Wizards
Clippers
Magic
Bulls
Nets
Jazz
Knicks
Suns
Hawks
Spurs
Grizzlies
Kings
Hornets
Rockets
Nuggets
Thunder
Blazers


Tabele NBA
Konferencja Wschodnia
Dywizja atlantycka
Drużyna
Zwycięstwa
Porażki
Philadelphia
17
7
Boston
13
10
New York
9
15
New Jersey
8
17
Toronto
8
17
Dywizja centralna
Drużyna
Zwycięstwa
Porażki
Chicago
20
6
Indiana
16
7
Milwaukee
10
13
Cleveland
9
13
Detroit
6
20
Dywizja południowo-wschodnia
Drużyna
Zwycięstwa
Porażki
Miami
18
6
Atlanta
16
8
Orlando
15
9
Washington
4
20
Charlotte
3
21
Konferencja Zachodnia
Dywizja północno-zachdnia
Drużyna
Zwycięstwa
Porażki
Oklahoma City
18
5
Denver
15
9
Utah
13
9
Portland
14
10
Minnesota
12
12
Dywizja pacyfiku
Drużyna
Zwycięstwa
Porażki
L.A. Clippers
14
7
L.A. Lakers
14
10
Phoenix
9
14
Golden State
8
13
Sacramento
8
15
Dywizja południowo-zachodnia
Drużyna
Zwycięstwa
Porażki
San Antonio
16
9
Dallas
14
11
Houston
13
11
Memphis
12
12
New Orleans
4
20


Wyniki PLK
Polpharma
Zastal
Anwil
Siarka
ŁKS
AZS Warszawa
Trefl
AZS Koszalin


Tabela PLK
Drużyna
Punkty
Mecze
Trefl
41
23
Energa Czarni
39
23
Anwil
39
23
PGE Turów
37
22
Zastal
37
23
Śląsk
34
22
AZS Koszalin
34
23
Kotwica
33
22
Siarka
33
23
Polpharma
31
23
PBG Basket
31
23
AZS Warszawa
28
22
ŁKS
26
24