Wisła Kraków, po niesamowitej grze w drugiej połowie spotkania 1/8 finału Euroligi kobiet, pewnie pokonała węgierski MiZo Pecs 80 : 53 i jest zdecydowanie bliżej awansu do ćwierćfinału. Bardzo dobra gra zespołowa i twarda obrona były kluczem do zwycięstwa wiślaczek.
Wyrównana walka trwała tylko przez pierwsze dwie kwarty. W szeregach gospodyń znakomite zawody rozegrała Izraelka Liron Cohen. To w dużej mierze dzięki niej, w Krakowie, cieszono się dziś ze zwycięstwa.
Początek meczu był chaotyczny w wykonaniu Węgierek, które kompletnie nie mogły się wstrzelić w kosz. Natomiast koszykarki Wisły grały swoje i prowadziły po chwili prowadziły już 4:0. Po kilku minutach słabości przebudziły się zawodniczki z Pecsu, odrobiły one stratę, a po akcji „2 + 1” Nicole Ohlde wyszły na 4 punktowe prowadzenie.
Dalsza część pierwszej kwarty należała już do krakowianek. Ewelina Kobryn do spółki ze, wspomnianą na wstępie, Cohen sprawiły, że to krakowski zespół miał więcej punktów na koncie. Kilkadziesiąt sekund później, za „3”, przymierzyła hiszpanka, Marta Fernandez. Gospodynie mogły zakończyć tą kwartę z całkiem sporą zaliczką punktową, ale niespodziewanie, równo z końcową syreną, z 8 metrów trafiła Szilvia Torok i przewaga gospodyń stopniała do pięciu punktów.
2 kwarta rozpoczęła się od celnej „trójki” Kateriny Zohnovej. Wiślaczki grające na dobrej skuteczności miały szansę „odjechać” na kilka punktów i dyktować warunki spotkania, ale w obronie zachowywały się opieszale, pozwalając przeciwniczkom na oddawanie rzutów z „czystych” pozycji, przez co traciły punkty. Dodatkowo miały problem ze zbieraniem piłki spod własnego kosza, co węgierki od razu wykorzystywały i ponawiały akcje. Niezastąpiona wśród zawodniczek gości była Dalma Ivanyi, która nie tylko zbierała piłkę mimo niskiego wzrostu, ale i punktowała w ważnych momentach. Ostatnie słowo należało jednak do krakowianek. Marta Fernandez, po przechwycie, zdobyła jeszcze punkty równo z końcem pierwszej połowy. Wyrównana gra przełożyła się na wynik tej części gry. Oba zespoły zdobyły, bowiem po 20 punktów i przewaga zawodniczek z Krakowa została zachowana.
Wyciągnąwszy wnioski z błędów popełnionych w grze obronnej podczas pierwszej połowy, ku uciesze kibiców, gospodynie zaczęły nie tylko zdobywać seryjnie punkty, ale przede wszystkim skutecznie bronić dostępu do własnego kosza. Węgierki miały, co prawda, okazje do zdobycia punktów, ale, rzadko kiedy, oddawały celny rzut. Wisła grała, w tym czasie, swoje i systematycznie powiększała przewagę. W połowie kwarty prowadziła 53:40. Węgierki kompletnie nie radziły sobie z obroną przeciwniczek, które naprawdę wysoko zawiesiły poprzeczkę. Znakomicie radziła sobie na parkiecie Cohen, która asystowała koleżankom i nadawała ton grze. Pod koszem nie do zatrzymania była center Janell Burse. Natomiast rzucające z nieprzygotowanych pozycji przeciwniczki, w dalszym ciągu, były tłem dla miejscowych koszykarek. Jedynie Alexandria Quigley nie zawodziła i ambitnie walczyła o każdą piłkę. Jakby tego było mało, w ostatniej sekundzie, za „3” przymierzyła Brazylijka Iziane Castro i dobiła bezradne przeciwniczki, które na decydującą kwartę musiały wyjść z 16 punktami straty.
Ostatnie 10 minut meczu nie zmieniło obrazu gry. Koszykarki Wisły Can ~ Pack dominowały na parkiecie i nie pozostawiły złudzeń, kto jest lepszym zespołem. W 3 minucie tej partii wynik brzmiał 66:46 i końcowy rezultat spotkania był w zasadzie jasny. Fetujący kibice, którzy bardzo licznie zjawili się w hali Wisły, podziwiali kolejne, efektowne zagrania swojej drużyny. Fegyverneky starała się zmniejszyć rozmiary porażki, ale jej zagrania nie przyniosły pożądanego efektu. Zespół MiZo, najzwyczajniej, nie był godnym przeciwnikiem dla mistrzyń Polski w dzisiejszym dniu. Burse, mimo aysty kilku zawodniczek przeciwnej drużyny, królowała pod tablicami. Przyjezdne nie znalazły żadnego sposobu na powstrzymanie tej koszykarki. W końcówce pojedynku, hiszpański trener Wisły wprowadził na parkiet zawodniczki rezerwowe. Całe spotkanie zakończyło się wysokim zwycięstwem polskich koszykarek 80:53, przez co przyjezdni kibice byli bardzo niepocieszeni.
Każda zawodniczka z mistrzowskiego teamu przebywająca na parkiecie wnosiła wiele korzyści do gry przez co cały kolektyw spisał się doskonale. Wisła w pełni zasłużyła na wygraną w tym meczu. Przeciwniczki nie poradziły sobie z obroną gospodyń i nie były w stanie prowadzić równorzędnej walki.
- Zagraliśmy ten mecz tylko w pierwszej połowie. W drugiej, po prostu nie istnieliśmy. Od 3 kwarty gospodynie bardzo dobrze zagrały w obronie i dzięki temu odniosły pokaźne zwycięstwo. Wierzę, że wrócimy do Krakowa na trzeci, decydujący o awansie mecz. Przed nami piątkowy pojedynek, który odbędzie się w naszej hali i to my będziemy posiadać atut własnego parkietu – powiedział na pomeczowej konferencji trener MiZo Pecs.
W dużo lepszym nastroju był szkoleniowiec Jose Hernandez - To był chyba najlepszy nasz mecz w Eurolidze i nie tylko w obecnym sezonie. Znakomicie zagraliśmy w defensywie i zatrzymaliśmy dziś przeciwnika wysokiej klasy. To zwycięstwo przełożyło się na dobrą atmosferę w naszym zespole. Teraz mamy komfort psychiczny przed kolejnym spotkaniem, o którym już intensywnie myślimy.