Z dalekiej podróży wrócili dzisiaj gracze CSKA Moskwa, którym bardzo wysoko poprzeczkę zawiesili zeszłotygodniowi przeciwnicy Asseco Prokomu - ekipa Żalgirisu.
Drużyna mistrza Rosji ostatecznie zwyciężyła 83:68, jednak wynik nie do końca odzwierciedla wydarzenia, jakie miały miejsce w litewskim mieście. Od samego początku spotkania szturm przypuścili gospodarze, którzy objęli prowadzenie 26:17 po pierwszej kwarcie głównie za sprawą Klimaviciusa.
W 16 minucie maksymalnie skoncentrowani gospodarze po celnym trafieniu z dystansu Salengi prowadzili już 42:27 i wydawało się, że CSKA nie zrobi im już nic w tym meczu.
Goście do odrabiania strat wzięli się w trzeciej części meczu, a sygnał do atku dał Viktor Khryappa, który w tej ćwiartce uzyskał 7 punktów. Moskwianie zaczęli lepiej bronić i przed ostatnią odsłoną mieli jeden punkt przewagi.
Ostatnia kwarta to już zupełna dominacja gości, którzy m.in po celnych "trójkach" Siskauskasa, Khryappy i Langdona w ciągu 5 minut uzyskali 12 punktowy "run" (72:59), co zaważyło na losach spotkania.
ŻALGIRIS KOWNO - CSKA MOSKWA 68:83
Klimavicius 12, Capin i Salenga po 10, Brown 9, Begic 8, Delas 7, Pocius i Kalnietis po 6 - Langdon17, Khryappa i Planinic 16, Holden 11, Vorontsevich 10, Siskauskas 9, Sokolov 3, Mensah -Bonsu 1