
Dwyane Wade i Miami Heat mieli w dzisiejszym spotkaniu powalczyć o zwycięstwo z mistrzami NBA z 2008 roku - drużyną Boston Celtics. Za Miami miało przemawiać to, iż podopieczni Doca Riversa grają ostatnio w kratkę, a do spotkania z Żarami przystąpią bez Paula Pierce'a. Na postraszeniu się jednak skończyło, gdyż całe spotkanie na swoją korzyść zapisali gospodarze, mimo że lider Heat zagrał kapitalne spotkanie. Dzięki efektywnej czwartej kwarcie Celtics zwyciężyli 107:102 i odnieśli 31 zwycięstwo w bieżących rozgrywkach.
Cała pierwsza połowa spotkania była niezywkle wyrównana. Obie drużyny grały skutecznie w zarówno w ataku jak i w obronie. Wskutek takiej gry prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie. Z biegiem czasu minimalną przewagę zaczęli uzyskiwać jednak gospodarze.
Ray Allen w końcu grał skutecznie, Rajon Rondo co prawda mylił się z linii rzutów osobistych jednak zapisał na swoim koncie kilka celnych trójek, swoje dodał powracający po kontuzji Kevin Garnett i w połowie trzeciej kwarty Celtics prowadzili 71:64.
Zabrakło jednak tej kropki na i, a w spotkaniach z prezentującymi wyrównany poziom w danym momencie Heat to jest najwazniejsze. Dwyane Wade szybko poderwał drużynę, zdobył sześć punktów z rzędu, punkty zdobył Beasley i Miami doprowadziło do remisu. O zwycięstwie miała zadecydować czwarta kwarta.
Jak się okazało kluczowy był początek tej części meczu. Celci zanotowali run 14-4 i odskoczyli na 10. punktów przewagi. Jak się okazało Miami zamiast walczyć o uzyskanie przewagi musiało niwelować straty.
Już chwilę później Quentin Richardson zmniejszył straty do dwóch punktów. Wydawało się, że doprowadzenie do remisu jest tylko kwestią czasu, jednak w końcówce meczu wprost kapitalnie zagrał rezerwowy C's, Eddie House. Szybko zdobył pięć punktów z rzędu i gospodarze ponownie odskoczyli. Takiej przewagi Żarom nie udało się już odrobić. Goście musieli ograniczyć się do celowego faulowania rywali, jednak ci byli tej nocy skuteczni. Ostatnie dwanaście punktów Boston zdobył z linii rzutów wolnych i zapewnił sobie zwycięstwo nad Miami.
Co ciekawe Celci mają teraz bilans 10-1 przeciwko Miami, jeśli chodzi o spotkania, które obie drużyny rozegrały w przeciągu ostatnich trzech sezonów. Co równie ważne, poprzez dzisiejszą porażkę Miami po raz pierwszy w tym sezonie zeszli poniżej poziomu 50% zwycięstw.