2010-02-06 23:16,
Adam Popek,
Informacja własna fot. Paweł Łakomski
Mecz zdecydowanie lepiej rozpoczęli gospodarze. AZS, po akcjach Reese’a i Swanson’a, szybko objął prowadzenie. Skuteczna gra w obronie oraz szybkie rozgrywanie ataków sprawiły, że goście ze Zgorzelca byli wyraźnie zagubieni. Rzuty, mimo tego, że były oddawane z „czystych” pozycji, często nie dochodziły do celu i „Akademicy” bez trudu zbierali piłkę.
W ekipie Turowa największe zagrożenie stanowił Wright, którego trudno było upilnować w polu trzech sekund. To było jednak mało na świetnie grający zespół z Koszalina, który, w pełni zasłużenie, prowadził 21:11 przed drugą kwartą i mógł zdecydowanie śmielej patrzeć w przyszłość.
Złość trenera Urlepa, podczas dwuminutowej przerwy, nie miała granic. Chciał wymusić na swoich graczach natychmiastową poprawę gry i zagrzewał ich do boju. Faktycznie, zgorzelczanie zaprezentowali się nieco lepiej i byli bardziej skuteczni w ataku. Tyle, że poziom, jaki prezentowali gospodarze, w dalszym ciągu był… za wysoki dla wice mistrzów Polski. AZS powiększał przewagę dzięki szerokiemu składowi, jakim dysponuje trener Karol. Duża rotacja składem sprawiała, że co chwilę, na parkiecie pojawiał się gracz ze sporym zapasem sił, wnoszący wiele korzyści do gry pierwszego zespołu. Szkoleniowiec gości, również starał się dokonać zmian w składzie by poprawić styl gry własnej drużyny, ale zmiennicy nie okazali się zbyt wartościowi. Wysocki razem z Wallace’em wzięli na siebie ciężar zdobywania punktów. Nie byli w stanie, jednak, dorównać kroku rozpędzonej drużynie z Koszalina. Miejscowi (może niespodziewanie, ale pewnie) prowadzili po pierwszej połowie 44:30 i byli w zdecydowanie lepszych humorach przed trzecią kwartą.
Piętnaście minut przerwy nie zdekoncentrowało, dobrze prezentujących się do tej pory, koszykarzy z Północy. Chociaż to gracze PGE Turowa Zgorzelec próbowali dojść do słowa i „zdominować parkiet”, to rozważna postawa niżej notowanego zespołu nie pozwoliła im na osiągnięcie zamierzonego celu. Na punkty Gray’a czy Wright’a momentalnie odpowiadali gracze AZS-u, wśród, których zdecydowanie wyróżniał się Swanson. Warto dodać, iż ten gracz oprócz ważnych punktów zdobywanych dla zespołu, otwierał swoimi podaniami drogę do kosza kolegom z drużyny i uczynił to aż 10 razy. Trzecia część pojedynku zakończyła się wynikiem 20:21 i kropla nadziei została wlana w serca kibiców Turowa.
Decydująca część meczu szybko, jednak zweryfikowała, kto dzisiejszego dnia jest lepszym zespołem. AZS w pełni kontrolował boiskowe wydarzenia i nie pozwolił, choć na moment, zbliżyć się do siebie przeciwnikowi. Trener Karol umiejętnie pokierował grą zespołu tak, że ten uniemożliwił seryjne zdobywanie punktów przez strzelców drużyny gości. Mimo ambicji, najzwyczajniej nie umieli sprostać warunkom gry dyktowanym przez miejscowy zespół. Zbyt dużo indywidualnych akcji nie przynosiło wiele pożytku dla drużyny. Pochopne decyzje, podejmowane pod wpływem chwili, skutkowały łatwą stratą piłki. Roztropne rozprowadzanie gry przez „Akademików” doprowadziło ich do końcowego zwycięstwa. O zespołowości świadczy fakt, że każdy z koszalińskich graczy, który pojawił się dzisiejszego wieczoru na parkiecie, miał na swoim koncie jakąś zdobycz punktową. Wynik 90:75 mówi sam za siebie i świadczy o bardzo dobrej formie jaką drużyna AZS-u osiągnęła pod koniec rozgrywek.
Dzięki wygranej, AZS, zajmuje już dość wysokie, 6 miejsce w ligowej tabeli. Jak zapowiada szkoleniowiec tego zespołu Mariusz Karol, apogeum formy, zespół ma osiągnąć w fazie play – off. Turów, z drugiej strony, nie ma powodów do radości. Jest to 2 przegrana w ostatnich, trzech meczach. Sytuacja drużyny aspirującej do walki o mistrzostwo Polski nie daje powodów do radości. Zgorzelczanie będą musieli się sporo napocić, by awansować jeszcze o kilka miejsc w tabeli.
AZS Koszalin - PGE Turów Zgorzelec 90:75 (21:11, 23:19, 20:21, 26:24)
Komentarze do artykułu