2010-02-12 19:02,
Maciek Szeniawski,
Informacja własna fot. Paweł Łakomski
Zapewne wszyscy sympatycy europejskiej koszykówki zastanawiają się, co się stało z zeszłorocznym tryumfatorem Euroligi – Panathinaikosem Ateny. Drużyna, która jeszcze niedawno niszczyła każdą napotkaną na drodze przeszkodę, na dzień dzisiejszy nie prezentuje żadnego stylu i praktycznie nie ma już szans na awans do TOP 8.
Poddając analizie obecną dyspozycję „Wszechateńskich”, chciałbym skupić się na ich czwartkowym spotkaniu z Regal FC Barceloną. Mecz ten, przegrany 83:71, ostatecznie utwierdził w przekonaniu sympatyków drużyny ŻelijkoObradovica, że nadszedł czas na jakieś zmiany.
Jednym z głównych powodów problemów Panathinaikosu jest brak „playmaykera” z prawdziwego zdarzenia. Lata świetności ma już za sobą Sarunas Jasikevicius, formę z lata zgubił gdzieś Vasilis Spanoulis, a młody Nick Calathes nie dysponuje jeszcze umiejętnościami na miarę prowadzenia gry jednej z najlepszych europejskich drużyn. Jakby tego było mało, sobą nie jest także Dimitrios Diamantidis – zawodnik bezcenny, można powiedzieć wręcz kompletny, jak na europejskie standardy. „Octopus Man”, jak często nazywany jest on z racji swoich niesłychanych umiejętności defensywnych (przypomnijmy, iż już od 5 lat rok rocznie zbiera nagrodę za Najlepszego Obrońcę Euroligi), wydaje się być nieco „zajechany” i przemęczony.
W czwartkowym spotkaniu starał się on wziąć na siebie ciężar rozprowadzania akcji, jednak nie do końca mu się to udawało. Często próbował grać tyłem do kosza przeciwko niższym od siebie
Victorowi Sadzie, czy
Jace Lakovicu, jednak nie kończył tych akcji rzutem, tylko oddawał piłkę na obwód, skąd jego partnerzy przeważnie pudłowali.
Słabsza dyspozycja najlepszego defensora, przekłada się na obronę całego zespołu. Panathinaikos nie radzi sobie z zespołami grającymi szybszą koszykówkę. Zostawia wiele dziur, które umiejętnie wykorzystywane są przez rywali. Najlepiej widać było to po grze Rogera Grimau z Barcelony. Bazując na swoim sprycie, wielokrotnie „wjeżdżał” pod kosz „Koniczynek”, co kończyło się albo punktami albo wymuszaniem kolejnych fauli wysokich Panaty.
Kolejna sprawa to zaangażowanie. Na twarzach zawodników z Aten nie widać już takiego „zacięcia”, jakie dostrzegalne było chociażby w obfitującym w same sukcesy sezonie 2008/2009. Przekłada się to bezpośrednio na styl gry. W spotkaniu z Barceloną, na Panathinaikos aż ciężko było patrzeć. Czy można tutaj mówić o wyczerpaniu materiału? Wielu z graczy posmakowało już tryumfu w niejednych rozgrywkach. Warto jednak zwrócić uwagę, iż w drużynie „Wszechateńskich” niektórzy zawodnicy, w tym m.in. Marcus Haislip, nie mają na swoim koncie żadnego tytułu zdobytego na parkietach europejskich. Powinno więc ich to motywować do jak najlepszej gry.
Wyżej wymieniony Haislip miał być postacią, która pozytywnie wpłynie na „Koniczynki” i pozwoli wzmocnić strefę podkoszową. Gra Amerykanina w meczu z Barceloną wołała jednak o pomstę do nieba. Haislip za wszelką cenę chciał pokazać się z pozytywnej strony, co najczęściej kończyło się blokiem od wysokich „Blaugrany”, czy też bezpośrednim zderzeniem się z obręczą. Sympatycy Panathinaikosu załamali ręcę, kiedy Haislip, słynący przecież z solidnego rzutu zza linii 6.25m, „odpalił” trójkę, która nawet nie dotknęła kosza. Spadła prawie metr za nim. Amerykanin trzymany był na boisku aż przez 20 minut tylko dlatego, że w jeszcze gorszej dyspozycji jest obecnie Antonis Fotsis.
Warto się także zastanowić, czy problem nie leży w kwestii trenera. Żelimir Obradović prowadzi bowiem Panathinaikos już od 10 lat. W tym czasie, 4 razy doprowadzał swój zespół do Mistrzostwa Euroligi, 9 razy do Mistrzostwa Grecji (nie udało mu się tylko w sezonie 2001/2002) oraz 6-krotnie do zwycięstwa w Pucharze Grecji. Może to właśnie on jest przyczyną mniejszego zaangażowania ze strony zawodników? Może nie potrafi już zmotywować swych podopiecznych? Ciężko odpowiedzieć na te pytania.
Takie, a nie inne wyniki osiągane przez podopiecznych Żelimira Obradovica, można po części tłumaczyć problemami zdrowotnymi wielu graczy. Szczególnie tyczy się to Sarunasa Jasikeviciusa, który wystąpił jedynie w 5 meczach euroligowych. Ponadto, problemy z kontuzjami mieli także Mike Batiste, który opuścił 5 spotkań, Diamantidis – absencja w 3 potyczkach, czy Kostas Tsartsaris, o którym już wcześniej było wiadomo, iż nie wystąpi w żadnym ze spotkań w TOP 16.
W drugiej połowie lutego Panathinaikos weźmie udział w turnieju finałowym Pucharu Grecji. Może jeśli gracze z Aten usiądą wspólnie na jakiejś kolacji, poważnie porozmawiają, to uświadomią sobie, że drzemie w nich ogromny potencjał, dzięki któremu są w stanie osiągać kolejne sukcesy. Ten turniej będzie także sprawdzianem dla trenera Obradovica. Jeśli przegra, to jego czas w zespole „Koniczynek” może dobiec końca.
Zajebisty filmik z Tyreke Evansem