Przed dzisiejszym meczem półfinałowym Pucharu Polski Anwil Włocławek sześć razy z rzędu wyjeżdżał ze Zgorzelca zwycięski. Jak się okazało, na tym seria włocławian się zakończyła. Gospodarze grali skuteczniej bardziej zespołowo, a Michael Wright zdobył aż 28 punktów na wprost niesamowitej skuteczności, czym walnie przyczynił się do zwycięstwa swojej drużyny nad Anwilem 83:74. Tym samym Turów został drugim finalistą Pucharu Polski i 21 lutego na warszawskim Torwarze w finale spotka się z AZSem Koszalin.
Już pierwsza kwarta potwierdzała prognozy ekspertów mówiące o wyrównanym pojedynku. Zarówno koszykarze Turowa jak i Anwilu grali skutecznie i żadna z drużyn nie mogła osiągnąć jakiejkolwiek przewagi. Takową uzyskali gospodarze, jednak dopiero w drugiej kwarcie.
Momentalny zryw niesionych dopingiem swoich fanów graczy Turowa okazał się na tyle skuteczny, iż gospodarze osiągnęli około dziesięciopunktową przewagę. Największy udział w "odjechaniu" swoim rywalom miał lider gospodarzy, Michael Wright. Zawodnik Turowa kompletnie nic nie robił sobie z obrony rywali i jak tylko chciał penetrował pod kosz, skąd zdobywał wprost masę punktów. To głównie dzięki niemu do przerwy gospodarze prowadzili 45:35.
Początek trzeciej kwarty bardzo przypominał poprzednią część meczu. Turów nadal grał niezwykle efektywnie i goście mogą zawdzięczać w zasadzie tylko Krzysztofowi Szubardze, że przewaga zgorzelczan nie rosła aż tak szybko. Podopieczni Andreja Urlepa grali o wiele bardziej zespołowo, częściej trafiali również z dystansu.
W takim wypadku gościom niezwykle ciężko było zniwelować straty. W koszykówce - w jak każdym sporcie - wszystko jest jednak możliwe i włocławianie doskonale zdawali sobie z tego sprawę.
Sygnał do pogoni za rywalem dał Nikola Jovanovic. Podkoszowy Anwilu najpierw zablokował jeden z rzutów rywali, następnie zdobył pięć punktów z rzędu i tym samym zmniejszył straty do dziewięciu punktów. Podopieczni Igora Griszczuka wyraźnie dostali wiatru w żagle, gdyż do końca tej części spotkania jeszcze bardziej zniwelowali przewagę Turowa. Przed ostatnią kwartą - po trójce Tuljkovića - wynosiła ona już zaledwie pięć oczek i kibice w hali w Zgorzelcu z niecierpliwością czekali na dalszy przebieg rywalizacji.
Na samym początku czwartej kwarty, ku uciesze fanów, przypomniał o sobie Wright. To on zdobył sześć punktów z rzędu i wszystko wróciło jakby do dawnego stanu rzeczy. Gospodarze wyraźnie ponownie złapali oddech.
Taką sytuację wyczuł Griszczuk, który chcąc momentalnie zmienić styl gry swojej drużyny, za rozgrywającego Szubargę wprowadził Jamesa Joyce'a. Co prawda za trzy trafiali kolejno Winkelman oraz Wołoszyn, jednak na wiele się to nie zdało. Dosłownie chwilę później Wright po raz kolejny w tym spotkaniu podziurawił włocławską obronę. Jak się okazało był to cios, po którym goście już się nie podnieśli.
Podopieczni Andreja Urlepa zasłużenie wygrali 83:74 i już teraz mogą myśleć o finałowym spotkaniu Pucharu Polski, który w Warszawie rozegrają z AZSem Koszalin.