2010-02-20 20:12,
Adam Popek,
Informacja własna fot. Paweł Łakomski
W ostatnim meczu tej edycji Pucharu Polski emocji z pewnością nie zabraknie. Naprzeciwko siebie staną ekipy AZS-u Koszalin oraz PGE Turowa Zgorzelec, dla których możliwość walki o to trofeum będzie zwieńczeniem trudów poniesionych w trakcie walki z przeciwnikami. Ten najważniejszy pojedynek, dopiero przed nimi, i trudno jednoznacznie wskazać faworyta.
Dla zespołu z Koszalina sama obecność w finale jest już sukcesem. Pod wodzą Mariusza Karola koszalinianie grają na bardzo dobrym poziomie, dzięki czemu zajmują wysoką pozycję w ligowej tabeli. Nie oznacza to jednak, że spoczną na laurach. Jest to szansa, którą otrzymali w zamian za dobrą postawę i nie zamierzają jej zmarnować!
Turów znalazł się w finale dzięki pokonaniu we wcześniejszej fazie rozgrywek Anwilu Włocławek (83:74 przyp. Red). Drużyna prowadzona przez Andreja Urlepa została w ostatnim czasie nieco przemeblowana i ich obecna dyspozycja pozostaje pewną zagadką. Kilku nowych graczy, którzy podpisali kontrakty z zespołem w ostatnim czasie, na pewno nie są jeszcze tak dobrze zgrani z innymi zawodnikami, by móc decydować o obliczu gry, ale każdy może wnieść coś co zadecyduje o końcowym, wspólnym sukcesie.
Dzięki tym zmianom, trener Urlep ma większe pole manewru przy ustalaniu składu niż szkoleniowiec rywali. Zmiany są konsekwencją nieco słabszej postawy jaką prezentują w obecnym sezonie. Wicemistrzowie Polski tracą bowiem do prowadzącego Asseco Prokomu 8 punktów, co jest sporą stratą biorąc pod uwagę ambicje zgorzelczan. Przez to nastroje jakie panują w zespole są trochę inne niż w obozie rywali, którzy wykonali swój plan i tak ponad miarę. Wszystkie ruchy transferowe zostały dokonane z myślą o najważniejszej części sezonu, mianowicie o fazie play-off. Wszystko to powoduje, że gracze Turowa chcą osiągnąć pierwszy w tym sezonie sukces i ambitną grą, do której przyzwyczaili, pokonać „akademików”.
W Koszalinie, natomiast, panuje niemała euforia związana z postawą miejscowej drużyny. Dla wielu jest ona pewnie sporym zaskoczeniem, ale fakty przemawiają za siebie. W półfinale, koszalinianie, dokonali wydawałoby się rzeczy niemożliwej. Jako pierwsza drużyna z Polski, w obecnym sezonie, pokonała Asseco Prokom Gdynia czym sprawiła sobie i swoim kibicom sporą niespodziankę. Na tak ważny mecz, jakim jest dla całej społeczności Koszalina finałowy pojedynek, do stolicy wybiera się bardzo duża grupa kibiców, którzy dotrą do Warszawy w osiem autokarów. Jest to, jak na polskie warunki, inicjatywa godna podziwu. Ponadto mnóstwo fanów zapowiedziało przyjazd prywatnymi samochodami. Wszystko po to, by wspierać swoją drużynę w tym arcyważnym pojedynku.
Oczywiście, ani dla zawodników, ani dla miłośników koszalińskiego basketu, nie istnieje inna możliwość jak tryumf w rozgrywkach Pucharu Polski. Swojej szansy powinni upatrywać w grze zespołowej, którą prezentują od dłuższego czasu i dzięki której są bardzo trudnym rywalem do pokonania. Poza tym, udowodnili już sobie w tym roku, że Turów da się pokonać, czego dokonali w ramach 19 kolejki ligowych spotkań i nie wymaga to żadnej magii. Pytanie tylko czy sprostają twardej grze obronnej przeciwnika, która zatrzymywała już niejednego rywala. Pewnym jest jednak, że ewentualne zwycięstwo będzie wielkim sukcesem w historii koszalińskiej koszykówki.
Zwycięzca meczu i zarazem rozgrywek otrzyma, oprócz trofeum, nagrodę pieniężną w wysokości 70 tysięcy złotych, przegrany natomiast, zgarnie 30 tysięcy. Ważną informacją dla kibiców wybierających się na to spotkanie jest niska cena biletów – 10 zł normalny, 1zł ulgowy.
Dostępna będzie także transmisja telewizyjna na kanale TVP Sport, która rozpocznie się od godziny 13:50, oraz na lokalnych pasmach TVP Info.