AZS Koszalin – PGE Turów Zgorzelec 80:75 (22:19, 23:18, 13:23, 25:12)
Początek spotkania należał zdecydowanie do Turowa. Celne rzuty za 3 punkty Konrada Wysockiego oraz etatowego reprezentanta Polski Michała Chylińskiego pozwoliły osiągnąć prowadzenie już po kilkudziesięciu sekundach. Akademicy nie zamierzali biernie patrzeć na grę przeciwników. W połowie kwarty dzięki celnym rzutom Swansona oraz wychowanka klubu Sebastiana Balcerzaka nie tylko odrobili stratę, ale wyprzedzili rywali o 3 oczka . Zgorzelczanie sprawiali wrażenie jakby nie radzili sobie z obroną przeciwnika. Notowali sporo niecelnych prób, co skutkowało stratą piłki i stworzeniem możliwości na zdobycie punktów przeciwnikowi. Sytuację w pewnym stopniu podratował Chyliński zaliczając drugą trójkę w tej kwarcie, po której koszalinianie prowadzili tylko 22:19.
Drugą kwartę meczu lepiej rozpoczął prowadzący dotychczas zespół. Przez niespełna trzy minuty, wspierany przez liczną grupę swoich kibiców, AZS zdobył 9 punktów z rzędu (!) i wynik brzmiał 31:19. W dużej mierze jest to zasługą podkoszowego gracza koszalińskiej drużyny. Vladimir Tica, bo o nim mowa, niemal w pojedynkę rozbijał obronę Turowa i punktował z wypracowanych przez siebie pozycji lub z rzutów osobistych, które były konsekwencją fauli popełnianych na tym graczu. Swoją postawą zgasił zdecydowanie gwiazdę ligi Michael'a Wright'a, który po kolejnych udanych akcjach Ticy został zmieniony. Dopiero przerwa na żądanie, o którą poprosił ze zrozumiałych powodów trener Urlep, wyraźnie wstrząsnęła zespołem i jakość gry uległa polepszeniu. Nic, co dobre nie trwa jednak wiecznie.
W ostatnich minutach tej części meczu zgorzelczanie znów pozwolili kolejny raz wstrzelić się w kosz swoim przeciwnikom i ich strata w dalszym ciągu oscylowała wokół 10 punktów. Nie do zatrzymania był Dante Swanson, który tylko utwierdził w przekonaniu, tym razem również stołeczną publiczność, że jest jednym z najlepszych zawodników występujących na polskich parkietach. W końcówce zrehabilitował się nieco Wright, któremu Adam Metelski, zmiennik Ticy, dał dużo większe pole manewru. Na niewiele się to jednak zdało. Do przerwy to zespół z Koszalina, którego obecność w finale jest, mimo wszystko, niespodzianką, w pełni zasłużenie, prowadził 45:37. Dzięki temu był w nieco bardziej komfortowej sytuacji przed kolejnymi dwoma kwartami.
Po 15 minutowej przerwie zawodnicy ze Zgorzelca zaczęli odrabiać straty i grać bardziej agresywnie. Wydawałoby się, że dogonienie przeciwnika jest tylko kwestią czasu. Nic bardziej mylnego. Dwie, proste straty, które rywale zamienili na łatwe punkty oraz nie upilnowanie pod koszem świetnie dysponowanego dzisiaj Ticy zaowocowało kolejną ucieczką punktową AZS-u. Prezentujący momentami wręcz radosną koszykówkę zawodnicy z Koszalina znakomicie radzili sobie z Wicemistrzem Polski. Niekiedy w dziecinny sposób ogrywali przeciwnika. Ich dominacja z biegiem czasu była coraz bardziej widoczna. Za zdobywanie punktów wziął się także inny z liderów zespołu George Reese. Mimo starań Justin a Gray a próbującego na wszelkie możliwe sposoby dogrywać kolegom oraz punktować, zgorzelczanie byli w większości tylko tłem dla oponentów. Osiemnaście punktów straty, jakie mieli przed rozstrzygającą kwartą gracze Turowa, nie pozwalało im z optymizmem patrzeć na ostatnie starcie. Zgodnie z przewidywaniami, czwarta partia pojedynku, niewiele zmieniła.
AZS grał dojrzale, uniemożliwiając rywalowi oddanie większej ilości celnych rzutów. Zmiany, jakich dokonywał słoweński trener PGE Turowa Zgorzelec nie przynosiły pożądanego efektu. Można śmiało stwierdzić, że koszykarze tej drużyny nie mieli dziś sposobu na skuteczne powstrzymanie pogromców Asseco Prokomu. Należy jednak, kolejny raz, odnotować nieprzeciętną grę Justin'a Gray'a. Zdecydowanie wybijał się, bowiem ponad poziom swojego zespołu i jako jedyny stanowił realne zagrożenie dla przeciwnika. Pod koszem walczyć próbował również Chris Johnson, ale wielokrotnie robił to zbyt nieudolnie i nie wszystkie jego akcje przynosiły spodziewany efekt. Nadzieję na 100 sekund przed końcem finału wlał w serca kibicom Turowa Brandon Wallace oddając celny rzut za trzy. To było jednak wszystko, na co stać było ekipę ze Zgorzelca.
Zdobycie Pucharu Polski przez AZS Koszalin stało się faktem. Uczynił to w ostatecznym rozrachunku 80:75 i mógł śmiało świętować tryumf razem ze swoimi kibicami. Tegoroczna edycja Pucharu Polski jest doskonałym przykładem na to, że nie liczą się tylko pieniądze i nazwiska, a przede wszystkim umiejętności.
Kilkaset kibiców z Koszalina, którzy przyjechali na mecz wierząc w końcowe zwycięstwo swoich ulubieńców, nie zawiedli się i stworzyli wspaniałą scenerię do tego spektaklu. Turów natomiast, kolejny raz w tym sezonie zawiódł. Wiadomym jest, że nie należy oczekiwać samych sukcesów, ale po drużynie tej rangi można było się spodziewać więcej. Pozostaje im walka o mistrzostwo, którą zapowiadają od dawna i pozostaje tylko pytanie czy tym razem podołają zadaniu.