
Zawodnicy Boston Celtics od dłuższego czasu zawodzą. Nie grają już tak jak dwa lata temu, gdy zdobyli mistrzostwi, nie grają już tak jak choćby na początku sezonu. W mecz z Detroit też nie zagrali zbyt olśniewająco. Długimi okresami męczyli się z jednym z najsłabszych zespołów w lidze, trzecią kwartę - jak już nas przyzwyczaili - przegrali dosyć wysoko, a szalę zwycięstwa przesunęli na własną stronę dopiero w czwartej kwarcie. Podopieczni Doca Riversa ostatecznie pokonali na wyjeździe Detroit 105:100.
Już pierwsza kwarta mogła wskazywać, iż kibice w Palace of Auburn Hills będą świadkami wyrównanego pojedynku. Ich pupile grali bardzo różnorodnie w ataku, częstokroć popisując się innymi wariantami ofensywnymi. Bardzo dobrze grał szczególnie Richard Hamilton, który nie dość, że sam zdobywał punkty, to na dodatek często zapisywał na swoim koncie kluczowe podania.
Długimi okresami gopsodarze w drugiej kwarice grali równie dobrze, jak nie lepiej. Bardzo dobrą zmianę dał szczególnie pierwszoroczniak Austin Daye, który swoją skutecznością do szału doprowadzał Doca Riversa. Koncówka pierwszej połowy należała jednak do Celtics. Ostatnie trzy minuty rozegrali wprost fantastycznie, notując krótki run 12:4. To głównie dzięki niemu, Garnett i spółka prowadzili do przerwy 55:52.
Na początku trzeciej kwarty przewaga gości jeszcze bardziej wzrosła. Po punktach Ray'a Allena prowadzili oni już 64:56. Zawodnicy z Detroit nie dawali jednak za wygraną, szybko zacieśnili szeregi w defensywie, nieco poprawili skuteczność w ataku i w końcówce kwarty, po punktach Maxiella, ponownie wyszli na prowadzenie.
Kibice w NBA po raz kolejny mogli więc być świadkami niezwykle emocjonującej czwartej kwarty. Ta była jednak popisem Celtów. Tak skutecznie w ataku i w obronie Bostończycy w tym spotkaniu jeszcze nie grali. Gospodarze mieli ogromne problemy ze zdobywaniem punktów i to głównie wskutek takiej gry po kilku chwilach przegrywali prawie dziesięcioma punktami. Jak się okazało - mimo ogromnej woli walki - takiej przewagi nie odrobili już do samego końca.
Jeszcze na sześć sekund przed końcem po trójce Prince'a mieli zaledwie trzy oczka straty. Dzieła zniszczenia dopełnił jednak rozgrywający kolejny świetny mecz Rajon Rondo, Celci wygrali 105:100 i odnieśli kolejne zwycięstwo w bieżących rozgrywkach.