Prym w drużynie gospodarzy wiódł doświadczony Marcus Brown, który w pierwszych dwudziestu minutach meczu, wziął ciężar gry na swoje barki. Jeden z najlepszych strzelców w historii Euroligi za trzy punkty, praktycznie w pojedynkę rozmontowywał defensywę Asseco Prokomu Gdynia. Niestety, pod koniec pierwszej i drugiej kwarty, mistrzowie Polski nie mieli żadnego pomysłu, jak przeciwstawić się skutecznie grającemu Żalgirisowi.
Po pierwszej połowie goście z Polski tracili do swojego rywala aż 16 oczek i to zapowiadało interesującą ciekawą rywalizację w drugiej odsłonie tego pojedynku.
Jako pierwszy sygnał do ataku dał David Logan, który w całym spotkaniu trzy razy zza linii 6,25, dziurawił kosz Żalgirisu Kowno. W międzyczasie przebudził się także Ronnie Burrell oraz Adam Hrycaniuk – 55:41. W dalszej części trzeciej kwarty, na parkiecie pojawił się Ratko Varda, który po raz kolejny bardzo często był uruchamiany pod koszem przez swoich obwodowych kolegów. Po jego skutecznych akcjach do gospodarzy polski zespół tracił już tylko 7 oczek – 59:52.
Co ciekawe dopiero w 28 minucie spotkania, po raz pierwszy na listę strzelców wpisał się Qyntel Woods. Amerykanin w początkowej fazie pojedynku szybko złapał trzy faule i trener Tomas Pacesas był zmuszony desygnować go na ławkę rezerwowych. Pod koniec trzeciej kwarty Asseco Prokom przegrywał w Kownie nawet 13 punktami (73:60), jednak dzięki udanej akcji 2+1 Daniela Ewinga, mistrzowie Polski w bojowych nastrojach przystępowali do ostatnich dziesięciu minut gry.
Dobre chęci oraz motywacja ze strony Tomasa Pacesasa poskutkowała. Gdynianie rozpoczęli fantastycznie. Szybko zdobyte 10 punktów z rzędu doprowadziło do remisu i wynik spotkania znów był sprawą otwartą. Na dobrą grę polskiego zespołu od razu zareagował Darius Maskoliunas, który nie czekając chwili dłużej, wprowadził na plac gry swojego lidera – Marcusa Browna. Amerykanin odwdzięczył się szybką ,,trójką” i Żalgiris znów był na prowadzeniu – 76:73. Lider Żalgirisu otrzymał także wsparcie od swoich młodszych kolegów. Nagle zaczęli trafiać Mario Kalnietis oraz Tadas Klimavicius. Po ich punktach litewski zespół prowadził 82:76 i powoli było jasne kto wyjdzie z tej konfrontacji zwycięsko.
W drużynie Asseco Prokomu sytuacje próbował jeszcze zmienić Qyntel Woods, który w końcówce meczu najczęściej był w posiadaniu piłki. Niestety, lider gdyńskiego zespołu nie wykorzystał kredytu zaufania ze strony Tomasa Pacesasa i po kolejnej stracie piłki Żalgiris powiększył przewagę i pozbawił polskich koszykarzy szans na wywiezienie z Litwy premiowanego awansem zwycięstwa.
Niestety, po fatalnej postawie mistrzów Polski w pierwszej połowie dzisiejszego spotkania, Asseco Prokom Gdynia nie może być jeszcze pewien udziału w elitarnej ósemce Euroligi. Dziś Żalgiris był zespołem lepszym, bardziej zmobilizowanym i posiadał w swoim składzie znakomitego Marcusa Browna.
Za tydzień w Gdyni, podopieczni Tomasa Pacesasa staną przed szansą przypieczętowania awansu do elitarnej ósemki Euroligi. Rywalem Asseco Prokomu będzie hiszpański zespół Unicaja Malaga, z którym kilka tygodni temu udało się wygrać polskiej drużynie 70:50. Jak będzie za tydzień?