Po dramatycznej końcówce, poznański zespół pokonał miejscowy Znicz 85 : 82 i odniósł tym samym bardzo ważne, wyjazdowe zwycięstwo. Miejscowi po raz kolejny rozegrali dwie, kompletnie różne połowy. Podczas ostatnich dwóch kwart uskutecznili pogoń za rywalem i mogli doprowadzić do dogrywki, ale na kilka sekund przed końcem, spod kosza spudłował Łukasz Diduszko i wygrana przyjezdnych była niezagrożona.
Spotkanie lepiej rozpoczął PBG Basket. Dzięki punktom Roberta Tomaszka i Wojciecha Szawarskiego szybko wyszedł na 6 punktowe prowadzenie. Od początku widać było, że Znicz ma problem w walce pod tablicami. Mnóstwo piłek zbieranych przez poznańskich graczy stwarzało im możliwość ponawiania akcji. Ponadto, przyjezdni sprawiali wrażenie drużyny lepiej ułożonej pod względem taktycznym. Punkty zdobywali z czystych, wypracowanych sobie pozycji, grając przy tym na dobrej skuteczności. Jarosławianie próbowali odrabiać straty rzutami z dystansu. Celne próby zaliczyli Wyka oraz Chappell, dzięki czemu nie stali na straconej pozycji przed drugą odsłoną.
Miejscowi poszli za ciosem i drugie 10 minut rozpoczęli od celnego rzutu za „3” wszechstronnego Chappell’a. Chwilę później, również trzy punkty zdobył Dariusz Wyka, ale uczynił to na raty, skutecznie kończąc akcję „2+1”. Po tym wyczynie strata wynosiła ponownie, jedynie 6 punktów. Przyjezdni nie zamierzali odpuszczać, czego dowodem były dwa, celne rzuty pod rząd zza linii 6, 25m. Thomas’a Mobley’a. Ta piorunująca odpowiedź na poczynania jarosławian ostudziła nieco ich zapał. Śmiało poczynał sobie, także Adam Waczyński udanie kończąc kontry swojego zespołu. W szeregach Znicza dwoił się i troił Keddric Mays, ale w pojedynkę nie był w stanie efektywnie przeciwstawić się przeciwnikowi. Do przerwy, Basket zdobył 51 punktów, co jest faktem godnym pochwały, bowiem niewiele drużyn może pochwalić się taką zdobyczą punktową po dwóch kwartach w jarosławskiej hali. Znicz miał ich na koncie 35, co stawiało ich w zdecydowanie gorszej pozycji przed drugą połową pojedynku.
Trzecia kwarta od początku należała do gospodarzy. Na wejściu, 5 punktów z rzędu zdobył Łukasz Diduszko, co dodało nieco pewności siebie graczom Znicza. Uwierzyli oni w swoje możliwości i na tym się nie skończyło! Celne próby zaliczali Chappell, a także Mays. Poznaniacy byli bezradni wobec rozpędzonych przeciwników. W grze ofensywnej prezentowali się o wiele gorzej niż jeszcze kilkadziesiąt minut temu. Oddawali mnóstwo niecelnych rzutów, co było efektem nieprzemyślanych, chaotycznych akcji. Ponadto pozwolili podkarpackim graczom na dużo swobody pod własnym koszem, którzy zaliczyli fantastyczną serię 12 – 0, którą przerwał, dopiero po 5 minutach gry, Waczyński. Cała przewaga wypracowywana podczas pierwszych, dwóch kwart diametralnie stopniała. Koncertową partię rozgrywał Chappell. Jego podkoszowe penetracje mogły podobać się nawet najbardziej wybrednym kibicom. Nieskuteczny, natomiast, był Tomasz Zabłocki. Trzy próby z dystansu, tego zawodnika, zakończyły się fiaskiem. Ponadto, chwilę później, sędziowie orzekli, że popełnił on faul techniczny, co stworzyło możliwość łatwej zdobyczy punktowej rywalowi. Przed decydującą kwartą, pięcioma punktami prowadzili goście, ale sprawa ostatecznego rezultatu pozostawała otwarta.
Poznańscy gracze wyszli na ostatnie 10 minut meczu bardzo skoncentrowani i zdeterminowani. Od początku przejęli inicjatywę nad boiskowymi wydarzeniami. Znicz ponownie oddawał zbyt dużo niecelnych rzutów, co szybko obróciło się przeciwko niemu. Goście stosowali ten sam, sprawdzony już w tym spotkaniu wariant gry. Mianowicie skupili się na rzutach z półdystansu, co było ich największą bronią podczas pierwszej części. Kolejny raz, Znicz nie potrafił sobie poradzić ze stylem gry preferowanym przez rywala i znów był w gorszej sytuacji. Wydawało się, że ostateczne rozstrzygnięcie jest oczywiste, ale dwie „trójki” z rzędu Dawida Witosa momentalnie zmieniły obraz meczu. Wynik brzmiał 72 : 74, a gospodarze poczuli, że ten mecz mogą jeszcze wygrać. Toczyła się gra „punkt za punkt”, a emocje narastały z każdą chwilą. Na celny rzut Tomaszka odpowiedział Mays i jarosławska publiczność była świadkiem horroru. Kilka sekund przed końcem, pod koszem rywala piłkę zebrał Diduszko, ale nie trafił z najbliższej odległości i nie doprowadził do dogrywki mimo znakomitej okazji.
Zwycięstwo Basketu, choć do końca niepewne, stało się faktem. Podopieczni Dejan’a Mijatović’a mogli świętować, z trudem wywalczone dwa punkty. Znicz, natomiast, miał ogromną szansę, której tym razem nie wykorzystał. Gdyby zespół zagrał obie połowy na równym poziomie, prawdopodobnie cieszyłby się z wygranej, ale tak się nie stało.
Po meczu powiedzieli:
Dejan Mijatović (trener PBG Basket-u): Wygraliśmy to spotkanie, ale mieliśmy bardzo dużo szczęścia. Pierwsza połowa była bardzo dobra w naszym wykonaniu i w dużej mierze dzięki przewadze zdobytej podczas jej trwania udało się odnieść końcowe zwycięstwo. Ważne są dwa punkty, które zdobywamy, niezwykle się nam przydadzą.
Dariusz Szczubiał (trener Znicza Jarosław) : Było bardzo blisko, ale tym razem się nie udało. Gratuluję przeciwnikowi, że wytrzymał napór, dzięki czemu może cieszyć się ze zwycięstwa. Mogliśmy doprowadzić do dogrywki, ale Łukasz Diduszko nie trafił z prostej pozycji. Nie mam do niego pretensji. Sam, jeszcze, jako zawodnik, niecelnym podaniem przegrałem kiedyś wice mistrzostwo Polski, więc wiem jak się teraz czuje.