Koszmarny początek eliminacji w wykonaniu Polaków!

Dawid Rudolf, Informacja własna, foto: FIBA Europe

2010-08-02 18:30

Nie tak miał wyglądać początek eliminacji do przyszłorocznych Mistrzostw Europy w wykonaniu podpiecznych Igora Griszczuka. W meczu z Gruzją naszych reprezentantów stać było tylko na jedną dobrą kwartę. Gortat i spółka grali słabo zarówno w obronie - dając się zdominować w walce o zbiórki - jak i w ataku, gdzie nasi rodacy grali bez praktycznie żadnej koncepcji. Ostatecznie Gruzja pokonała na własnym terenie Polskę aż 84:65!

W barwach Gruzinów najlepsze zawody rozegrał środkowy Zaza Pachulia. Center Atlanty Hawks zapisał na swoim koncie aż 26 punktów oraz 8 zbiórek. W barwach Polski z dobrej strony zaprezentowali się tylko Maciej Lampe oraz Thomas Kelati.

Bardzo słabo zagrał natomiast Marcin Gortat, który zdobył 10 punktów oraz zebrał zaledwie trzy piłki na tablicach.

Początek pojedynku w wykonaniu Polaków był jednak zadowalający. Podopieczni Igora Griszczuka bardzo dobrze przemieszczali się w ataku pozycyjnym, dobrze funkcjonował ruch piłką, a co najważniejsze, goście rzucali na bardzo dobrej skuteczności. Wszystko byłoby świetnie, gdyby nie postawa naszych rodaków na bronionej desce, gdzie królował środkowy Atlanty Hawks, Zaza Pachulia.

Pachulia robił co chciał w ataku z Marcinem Gortatem. Wygrywał indywidualne pojedynki, a także efektywnie walczył na atakowanej tablicy. Gra Polaków była jednak bardziej poukładana i efekty tego było widać na tablicy świetlnej. Po celnej trójce Thomasa Kelatiego oraz efektownym fade-away'u Łukasza Koszarka Polska prowadziła po pierwszej kwarcie 24:19. Wydawało się, że może już być tylko lepiej.

Druga kwarta to jednak prawdziwy koszmar. Gruzini zmienili nieco taktykę w początkowych fragmentach kwarty, a także zaczęli trafiać rzuty z dystansu. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Po rzucie za trzy Greena było już 43:37 dla gospodarzy. Na parkiet powrócił mający problemy z faulami Gortat jednak efektów tego nie było żadnych.

Nasz rodzynek w NBA nie dość, że grał koszmarnie na tablicach, nie zbierając ani jednej piłki w pierwszej połowie, to na dodatek był mało skuteczny w ataku, trafiając tylko jeden z pięciu rzutów z gry. Na dodatek Pachulia nadal ogrywał go w grze jeden na jednego. Kompletnie zniknął skuteczny ruch piłką w wykonaniu naszych reprezentantów. Było zbyt dużo akcji indywidualnych, a w taki sposób nie dało rady odrobić strat. Grający z wielkim zaangażowaniem i niesieni dopingiem własnych kibiców Gruzini prowadzili do przerwy 45:40.

Co gorsza, gospodarze rozpoczęli drugą połowę od zdobycia pięciu punktów z rzędu. Chwilę później przewaga Gruzji po raz pierwszy w tym spotkaniu przekroczyła 10. punktów i sytuacja robiła się niezwykle gorąca. Co więcej podopieczni Igora Griszczuka wyraźnie nie mieli pomysłu na grę ofensywną. W efekcie Polacy zdobyli w trzeciej kwarcie zaledwie dziewięć punktów, czym samym przewaga gospodarzy rosła i rosła, a szans na zwycięstwo oddaliła się bardzo daleko.

O jakiejkolwiek szansie każdy Polak mógł przestać mówić już w połowie ostatniej "ćwiartki". Gospodarze powiększyli przewagę do ponad 20 punktów i stawało się jasne, że Polacy tego meczu nie wygrają. Brak zaangażowania był coraz wyraźniejszy szczególnie w obronie, gdzie często można było zauważyć niezwykle łatwe punkty w wykonaniu Gruzinów. Wskutek takiej gry poażka stała się faktem. Ostatecznie po bardzo słabej grze nasi reprezentanci ulegli Gruzji aż 84:65.