
Polacy, by realnie myśleć o awansie na przyszłoroczne Mistrzostwa Europy w spotkaniu z Belgami nie mogli pozwolić sobie na stratę punktów. Miała w tym pomóc gra w oparciu o maksymalne wykorzystanie naszych podkoszowych. Śmiało można stwierdzić, że założenia zostały wypełnione w stu procentach, bowiem Marcin Gortat do spółki z Maciejem Lampe nie mieli sobie równych i zdobyli razem 54 punkty, walnie przyczyniając się do końcowego sukcesu.
Na samym początku jednak sprostać wyzwaniu było niezwykle trudno, bowiem Belgowie już po 90 sekundach prowadzili 5:0. Wszystko to było konsekwencją dość chaotycznej gry i prostych błędów popełnianych przy konstruowaniu ataków. Na szczęście w kolejnych minutach sytuacja uległa poprawie.
Dzięki punktom Marcina Gortata i Macieja Lampe w połowie kwarty wszelkie straty zostały odrobione i to z nawiązką. Po tych wydarzeniach szkoleniowiec gości Eddy Casteels zmuszony był poprosić o przerwę. Jak się okazało, posłużyła ona naszym rywalom, bowiem zdecydowanie uspokoili grę i na 2 minuty przed końcem kwarty znów objęli prowadzenie. Stało się tak głównie za sprawą aktywnego od samego początku Marcusa Faisona, zawodnika ukraińskiego Dnipro. Jednak w końcowych sekundach w roli głównej ponownie wystąpili Polacy a konkretnie Maciej Lampe, który zdobywając swój 14 punkt w meczu (!) wyprowadził swój zespół na dwupunktowe prowadzenie przed drugą kwartą. Warto dodać, że razem z Marcinem Gortatem w pierwszych 10 minutach ustrzelił aż 24 „oczka”.
Od początku drugiej części kibice mogli podziwiać istną wymianę ciosów. W szeregach gospodarzy należy wyróżnić niezwykle walecznego Łukasza Majewskiego, który w ważnym momencie nie zawahał się i celną „trójką” odpowiedział na punkty Belga Christopha Beghina. Niesieni wspaniałym dopingiem kilku tysięcy fanów Polacy, dzięki przemyślanej grze, na 5 minut przed końcem drugiej kwarty wyszli na najwyższe jak dotąd prowadzenie w meczu 35:30. Nie zniechęciło to jednak przyjezdnych do dalszej walki. Naszym defensorom szczególnie dał się we znaki Dimitri Lauwers, który zdobywając 6 punktów z rzędu, zniwelował większość strat. W obozie reprezentantów Polski widać było duże zmęczenie Łukasza Koszarka, który był jedynym nominalnym rozgrywającym na parkiecie. Wtedy to, ciężar konstruowania akcji wziął na siebie Thomas Kelati i trzeba przyznać, że stanął na wysokości zadania. Szczególnie mogła się podobać jego dwójkowa akcja z Filipem Dylewiczem, kiedy to gracz PE Valencia sprytnie dostrzegł naszego kapitana w polu trzech sekund. I chociaż zawodnicy z Beneluxu co chwilę popisywali się celnymi rzutami zza linii 6, 25 m, to dzięki świetnej postawie dwóch podkoszowych to Polska prowadziła po 20 minutach 51:44.
Po zmianie stron od razu swoją obecność na parkiecie zaznaczył… Gortat, który zdobył 4 punkty z rzędu. Gdy chwilę później za trzy punkty trafił jeszcze Koszarek wynik na tablicy świetlnej brzmiał 58:46. Można zaryzykować stwierdzenie, że sytuacja była pod kontrolą. Nasi przeciwnicy sprawiali wrażenie jakby wyczerpał im się pomysł na dalszą grę. Gdy przestali trafiać z dystansu, kompletnie nie potrafili zagrozić naszym reprezentantom, którzy z minuty na minutę powiększali swoją przewagę. Kompletnie przyćmione zostały gwiazdy w drużynie naszych rywali. Thomas Van Den Spiegel w ogóle nie radził sobie z naszym jedynakiem z NBA, a trener Casteels tylko desperacko wymachiwał rękoma.
Czwarta kwarta nie przyniosła nic nowego. Pewni siebie Polacy grali spokojnie i konsekwentnie w ataku. Na 7 minut przed końcem spotkania prowadzili już 76:55, nie pozostawiając rywalowi złudzeń, kto jest lepszy tego wieczoru. Momentami, co prawda w szeregi gry wkradała się lekka nonszalancja, ale nikt nie miał o to pretensji. Po nieudanych pojedynkach z Gruzją i Bułgarią, nasi reprezentanci potrafili wstać w najtrudniejszym momencie i zwyciężyć niepokonanego dotąd rywala. Ponadto, uczynili to na tyle pewnie, w sercach kibiców na nowo zrodziła się nadzieja na kolejne zwycięstwa. W końcowej części ostatniej ćwiartki meczu, kolejny raz próbkę swoich umiejętności zaprezentował Lampe, podrywając tym samym kibiców do dalszego dopingu. Z drugiej strony wtórował mu Randy Oveneke, ale w kontekście końcowego rezultatu nie miało to większego znaczenia.
Ostatecznie Polska wygrała 93:73 i można powiedzieć, że powraca na właściwe tory. Tym samym, te eliminacje jeszcze się dla sas nie skończyły.
Polska - Belgia 93:73 (26:24, 25:20, 20:8, 22:21)
Polska: Gortat 29, Lampe 24 (1x3), Koszarek 11 (2x3), Dylewicz 8 (1x3), Berisha 7 (1x3), Hrycaniuk 6, Majewski 5 (1x3), Kelati (1x3), Chanas 0.
Belgia: Lauwers 14 (4x3), Oveneke 12 (2x3), Faison 8, Beghin 7 (1x3), Hervelle 6, Muya 6 (2x3), Tabu-Eboma 6 (2x3), Moors 5 (1x3), van den Spiegel 3, van der Jonckheyd 3, van Rossom 3.
Adam Popek, Łódź
| Półfinały konferencji | ||||||||||||||||
|
|
|||||||||||||||
|
|
|||||||||||||||
| Ćwierćfinały konferencji | ||||||||||||||||
|
|
|||||||||||||||
|
|
|||||||||||||||
|
|
|||||||||||||||
|
|
|||||||||||||||
Eliminacje są nasze
A nie Belgowie?
zagrali 1 dobry mecz, ale badzmy szczerzy rywal nie byl mocny, zwlaszcza pod koszem, gdzie Polska wydaje sie byc najmocniejsza.