.jpg)
Nieoczekiwanie jednak, to rywale lepiej rozpoczęli spotkanie. Po dwóch akcjach Nikołaja Varbanowa prowadzili już 4:0, czym wyraźnie zaskoczyli nieco ospałych reprezentantów Polski. Na szczęście w kolejnych minutach, sytuacja wróciła do normy i wynik brzmiał już 10:7 na korzyść gospodarzy. Stało się tak za sprawą dobrej postawy naszych dwóch wysokich zawodników, którzy nie mieli sobie równych w walce pod koszem. Po tych wydarzeniach, trener Bułgarii, Rosen Barczovski zmuszony był poprosić o czas. Po ostrej reprymendzie, gra naszych rywali wyraźnie nabrała tempa.
Dzięki dobrej obronie i skutecznym rzutom z dystansu Earla Callowaya, na 2 minuty przed końcem ponownie wygrywali 14:12. Ten stan rzeczy nie utrzymał się jednak zbyt długo. Kilkadziesiąt sekund przed końcem kwarty sprawy w swoje ręce wziął Dardan Berisha i dzięki jego punktom, Polska wygrywała po pierwszej kwarcie 18:16. Warto dodać, że zawodnik rodem z Kosowa, jako jedyny oprócz duetu Lampe Gortat wpisał się na listę strzelców.
Na początku drugiej „ćwiartki”, podopieczni Igora Griszczuka chcieli pójść za ciosem i starali się narzucić przeciwnikowi swoje warunki gry. Efekt był widoczny już po kilku chwilach. Po trafieniach rezerwowych, Łukasza Majewskiego i Kamila Chanasa, Polacy zdystansowali Bułgarów na 7 „oczek” i wydawało się, że kontrolują przebieg spotkania. Przyjezdni, co prawda próbowali szczęścia w pojedynczych akcjach, lecz nie mogli znaleźć sposobu na dobrze dysponowaną defensywę biało czerwonych, którzy mimo to nie wystrzegli się zauważalnych błędów.
Trzykrotnie popełniony błąd 24 sekund z pewnością dał do myślenia sztabowi szkoleniowemu naszej reprezentacji. Nie zmienia to jednak faktu, że Polacy zdecydowanie przeważali i na niespełna 3 minuty przed końcem pierwszej połowy wynik brzmiał 34:25 na ich korzyść. Stratę do naszego zespołu starał się odrobić wyborowy strzelec drużyny gości Filip Videnow, ale była to kropla w morzu potrzeb jego teamu. Ostatecznie, po 20 minutach gospodarze prowadzili 38:30 i byli w zdecydowanie lepszych nastrojach.
Po zmianie stron, obie strony chciały jak najszybciej zdobyć kolejne punkty. Jako pierwszym, ta sztuka udała się reprezentantom Polski. Po 120 sekundach niemocy, do kosza trafił, bowiem nie kto inny, jak Marcin Gortat. Gdy ten sam koszykarz chwilę później powtórzył ten sam wyczyn, wynik brzmiał 42:30 i Bułgarzy sprawiali wrażenie, nieco podłamanych takim obrotem sprawy. Jednakże, kilka chwil później, ich nadzieje wzrosły za sprawą Earla Callowaya. Wszechstronny zawodnik Cajasol Sevilla popisał się kilkoma udanymi akcjami, dając sygnał swoim kolegom do odrabiania strat.
Niedługo później, Polacy prowadzili już tylko czterema punktami. Na domiar złego, wśród biało czerwonych zapanowała kompletna stagnacja, jeśli chodzi o zdobywanie punktów. Ponadto, popełnianie dużej ilości strat stwarzało rywalowi kolejne możliwości do kontrataków. Na szczęście Igor Griszczuk miał w swoim składzie Marcina Gortata. ”Polish Machine” w tym trudnym momencie wziął ciężar gry na swoje barki i trafiając kilka razy z rzędu zażegnał niebezpieczeństwo. Tym samym, przed decydującą batalią, Polska wygrywała z Bułgarią 53:47, dzięki czemu odniesienie końcowego zwycięstwa stawało się coraz bardziej prawdopodobne.
Ostatnia kwarta rozpoczęła się od mocnego uderzenia gospodarzy. Po celnych „trójkach” Kelatiego i Majewskiego, wynik na tablicy świetlnej wskazywał 59:48 i stało się jasne, że biało czerwoni będą walczyć o wygraną do samego końca. Jednak, podopieczni Rosena Barczovskiego, mimo niekorzystnej sytuacji nie dawali za wygraną. Nasi obrońcy najwięcej problemów mieli z Videnowem, który raz za razem szturmował kosz przeciwnika. Polakom sytuacja wymknęła się spod kontroli 4 minuty przed końcem meczu, kiedy to goście zniwelowali stratę do zaledwie dwóch punktów.
Naciskani przez rywala Polacy mieli coraz więcej problemów z przedostaniem się w strefę podkoszową Bułgarów i sprawiali wrażenie bardzo zmęczonych całym pojedynkiem. 90 sekund przed końcem spotkania, końcowy rezultat nadal pozostawał sprawą otwartą. Na punkty Gortata momentalnie odpowiedział Chawdar Kostov. W samej końcówce za trzy trafił jeszcze Kelati, czym wyprowadził Polaków na prowadzenie 75:71. Taki stan rzeczy sprawiał, że straty z pierwszego spotkania zostały jedynie wyrównane. Serca kibiców w katowickim Spodku zadrżały tuż przed końcową syreną. Maciej Lampe będąc sam na sam z koszem mógł trafić na wagę sześciopunktowego zwycięstwa, jednak spóźnił się o ułamek sekundy i wynik nie uległ już zmianie.
W takiej sytuacji naszym zawodnikom pozostaje pogratulować pięknej walki do ostatnich sekund, jednak nie da się ukryć, że wyższe zwycięstwo, pozwalające na osiągnięcie lepszego stosunku punktowego z Bułgarami było na wyciągnięcie ręki.
Polska – Bułgaria 75:71 (18:16, 20:14, 15:17, 22:24)
Jeśli dobrze myślę (nie sprawdzałem tego jeszcze dokładnie) to teraz muszą zdarzyć się następujące wypadki:
-Bułgaria - Belgia 1
-Portugalia - Gruzja 1
-Gruzja - Bułgaria 1
-Belgia - Polska 2
Niby możliwe, ale...
Co nie zmienia faktu, że powinniśmy ten mecz z Portugalią wygrać.
To, że powinniśmy wygrać to nikt z tym nie dyskutuje, ale myślę, że wracanie do nawet tak nieodległej przyszłości w tym momencie nic nie da.
Najważniejsze to awansować, a potem zdymisjonować Griszczuka i Romana L.
No i myślę, że wynikało to też z tego, że Logan preferuje jednak wjeżdżanie pod kosz, a Kelati zdecydowanie bardziej opiera swoją grę na rzucie.
Teraz nie mamy ani jednego niskiego zawodnika, który wygrywałby 1 na 1 i groził agresywnym wejściem na kosz.