27 punktów przewagi to za mało

Michał Fast, Informacja własna

2012-01-27 09:12

Orlando Magic, którzy cztery dni temu w Bostonie zdobyli najmniej punktów w historii swojego klubu postanowili w rewanżu udowodnić, że to był wypadek przy pracy.

Rzeczywiście pierwsza połowa pokazała, że Magic bardzo poważnie traktują tę sprawę. Magic w tej części gry prowadzili nawet 27 punktami. To jednak nie wystarczyło i Boston przyczynił się ponownie do blamażu w wykonaniu Magic.

Po pierwszej połowie Orlando prowadzili 21 punktami i nikt nie przypuszczał, że Celtics będą w stanie nawiązać jakąkolwiek walkę. Warto dodać, że Magic nigdy w historii wygrywając po pierwszej połowie minimum 21 punktami nieprzegrali meczu. Jak więc to się mogło stać?

Pierwszą przyczyną była postawa Paula Pierce'a, który w drugiej połowie uzyskał 19 ze swoich 24 punktów. Druga to postawa Dwighta Howarda, który w czwartej kwarcie trafił 2 z 17 rzutów z gry i zanotował 5 strat. Howard w całym spotkaniu zdobył po 16 punktów i zbiórek.

Po meczu Pierce tak komentował wydarzenia z pierwszej, dramatycznej w wykonaniu jego zespołu, połowy: "W pierwszej połowie mogło się wydawać, że jesteśmy rozbici u nic z tego już nie będzie. Oni byli w świetnych humorach, chodzili po boisku uśmiechnięci przybijali piątki. To nas rozdrażniło i sprawiło, że powiedzieliśmy tak nie będzie w drugiej połowie."

Rzeczywiście w drugiej połowie było zupełnie inaczej i po raz drugi w ciągu czterech dni Celtics ośmieszyli Magic sprawiając, że Magic znowu ustanowili negatywny rekord klubowy.

Przebieg drugiej połowy najlepiej opisuje seria punktowa Celtics, która pozwoliła im wrócić do meczu a następnie go wygrać. Celtics zanotowali serię 44-15. Pewnie przed tym meczem nikt nawet najwierniejsi kibice Celtów nie postawili by na taką dominację ich idoli na boisku.