NBA przed początkiem tygodnia dała nam oglądać rewanż z ubiegłorocznych Finałów Konferencji Wschodniej. Bulls przystępowali do meczu bez kontuzjowanego Denga, więc można było się spodziewać ostrego natarcia Jamesa.
I tak też było, LeBron atakował obręcz kończąc dużo akcji wsadami.
Rose natomiast po złapaniu szybkich fauli usiadł na ławkę, a w tym czasie Heat powiększali swoją przewagę pod przywództwem King Jamesa. Po powrocie Rose’a przewaga gospodarzy zaczęła się zmniejszać, jednak Heat cały czas prowadzili. Jednak jak to z ekipą Żarów bywa, kłopotem okazała się czwarta kwarta. Bulls doprowadzili do stanu 94-93 i Rose(34 punkty, pierwszy zawodnik w tym sezonie który rzucił Heat 30+
punktów!), który był w tym meczu 12/12 z linii miał 2 wolne, dzięki którym mógł dać swojej drużynie prowadzenie bądź remis. Chybił jednak oba, a po drugiej stronie parkietu James(35pk,11zb) nie chciał, żeby koledze było smutno i też nie trafił obu. Heat wygrali.
Celtics, którzy ostatnim czasem bardzo dobrze radzili sobie pomimo przetrzebionego kontuzjami składu gościli u siebie Cavaliers. Weterani z Bostonu prowadzeni przez wracającego z kontuzji Ray Allena(22pkt) kontrolowali wynik spotkania przez większość meczu. Młodzi goście z Cleveland jednak nie odpuszczali i w czwartej kwarcie zrobili run 12- 0 i ostatecznie wygrali ten mecz pod wodzą Irvinga (23pkt).
Raptors przyjeżdżali do New Jersey ponownie nie mogąc liczyć na swojego lidera zespołu, Bargnaniego. Ciężko było liczyć na wygraną gości z Kanady, gdyż nie wygrali oni żadnego z meczu bez Włocha. DeRozan wziął jednak sprawy w swoje ręce i zdobywając 27 punktów poprowadził Raptors do wygranej pomimo 23 punktów, 9 zbiórek i 6 asyst Derona Williamsa.
W Orlando frustracja Howarda musi coraz bardziej rosnąć. Po ostatnich dotkliwych porażkach Magic podejmowali u siebie Pacers. Od początku nie zapowiadała się dobrze z powodu absencji Jameera Nelsona. Howard zrobił solidne double-double 24/13, ale to było za mało na wyrównaną ekipę z Indianapolis, która wygrała ostatecznie 21 punktami.
Nowitzki nie grał od kilku meczów z powodu kontuzji kolana, ale derbów Teksasu odpuścić nie mógł. Jednak to nie on a Jason Terry prowadził gospodarzy i takim sposobem Mavs prowadzili w drugiej połowie nawet 18 punktami. Trener Popovich, jak to robi w takich sytuacjach, zdjął swoich podstawowych graczy i dał grać rezerwowym. Ci pokazali się trenerowi z bardzo dobrej strony i doprowadzili do stanu 91-89, jednak Terry(34pkt) zdołał wyrównać stan meczu na pół sekundy przed końcem meczu. Spurs jednak chcieli
wykorzystać ten czas i gdyby nie ułamki sekund buzzer beater Dannego Greena byłby zaliczony. W dogrywce po wymianie koszy z obu stron ostatecznie Mavs wygrali jednym punktem.
W Nowym Orleanie Jeff Teague grał pomimo skręconej kostki w ostatnim meczu. Jak widać ta kontuzja mu w ogóle nie przeszkadzała i jego 24 punkty były głównym czynnikiem pewnej, 22-punktowej wygranej Hawks.
Lakers przez większość meczu kontrolowali wynik grając w Mineapolis. Młodzi Timberwolves jednak nie zamierzali oddać łatwo spotkania na swoim terenie i im bliżej końca tym bardziej zbliżali się do Lakers, dochodząc nawet na jeden punkt. Bryant, Gasol i Bynum (odpowiednio 35, 28 i 21 punktów, 84 ze 106 punktów Lakers) jednak nie chcieli oddać tego meczu i ich punkty w ostatniej minucie meczu dały zwycięstwo drużynie z LA, pomimo kolejnego double-double Love’a (33/13).
Billups powrócił do Denver z LA Clippers i ewidentnie chciał przypomnieć się w rodzimym mieście. Prowadził swoją drużynę przez cały mecz mimo bardzo dobrej gry i prowadzenia gospodarzy. Nuggets jednak są drużyną, której problemem są ostatnie minuty meczu, kiedy trzeba lidera ataku kosztem zbalansowanej ofensywy. Billups przypomniał, że on jest takim graczem i swoimi mądrymi, celnymi rzutami zdobył 32 punkty i zapewnił zwycięstwo Clippers.